Mija już pół tego roku. Jest tyle rzeczy, o których chciałam napisać, ale dni mijają w nieustannym bólu, oczywiście mięśni twarzy, który zabiera mi wszystko. Czasem leżę w łóżku nocą i rozmyślam o tym, jak po udarze rozjechało się wszystko i już nigdy tego nie złożę. Tymczasem czerwiec przyniósł mi wygraną w piłce nożnej. Oczywiście nie na boisku, ale w hazardzie. Brat spontanicznie zaproponował obstawianie meczu Polska-Austria i równie spontanicznie, prasując ubrania, rzekłam 3-1 dla Austrii. Dziesięć złotych po dziewięćdziesięciu minutach i doliczonym czasie stało się stu sześćdziesięcioma. Moja biedna osoba przez chwilę poczuła się bogata i szczęśliwa. A potem wrócił ból.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz