1.05.2025

1786.

Od tygodnia jestem tragicznie zmęczona, wiadomo, to zbliżająca się miesiączka, już nie mogę się doczekać jak sponiewiera mnie to krwawienie, a potem odrodzę się jak feniks z popiołów. Głupie porównanie, ale lepszego nie mam. Posiadanie kobiecego ciała równa się nieustannej walce z hormonami. Brakuje mi fizycznej siły. Może to anemia? Może to ścisk, szczękościsk, i spięte mięśnie twarzy czynią moje powieki tak ociężałe? Trudno rozszyfrować, co bierze się od czego i co właściwie skrywa ludzki organizm. Chciałam spędzić ten wieczór inaczej, ale braciom prawie rozpadło się na kawałki biurko. Na szczęście prawie, bo udało się uniknąć katastrofy, komputer cały, modem od internetu też, tylko właśnie, internet jeszcze odłączony, bo wujek składał do kupy biurko, żeby stało w pionie i trzymało ten cenny sprzęt. Czekam. Chciałam obejrzeć film, ale film może poczekać. Już godzina spędzona na niczym, na patrzeniu w ten plik i myśleniu o tym, że chciałabym napisać dużo, coś się we mnie zbiera, dnia, a wieczorem zasiadam do pisania i nic, nic nie jest ważne, bo jestem zmęczona i czekam aż wybije godzina snu. Położyć się spać za wcześnie nie można, bo grozi to pobudką w środku nocy, najgorzej, jeśli do niezbyt późnego środku, gdzie inni jeszcze nie śpią i ich hałas wywołuje chęć mordu. Czasem oddycham z ulgą, że jeszcze nie dorosłam. Oddycham z ulgą, bo problemy dorosłych są przytłaczające. Chciałam o czymś napisać, ale nagle z dwudziestej zrobiła się dwudziesta druga. Moja godzina wybiła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz