14.05.2025

1788.

Czasem nachodzi mnie nieodpowiedzialna myśl, aby napisać tutaj o wszystkim wprost, ale krótko potem musiałby nastąpić mój ostatni dzień życia. Czuję się jak wariatka, której nigdy nie będzie dane być normalną niezależnie od tego jaką decyzję podejmie. Przygniata mnie poczucie winy. Powinnam mieszkać z dala od ludzi na zawsze. Powinno mi ucinać rękę za każdym razem, gdy będę chciała wyciągnąć ją w czymś kierunku. Jest mi tak źle ze sobą, tą którą jestem i której pozbyć się z siebie nie mogę. Ciągnie mnie do ludzi, a gdy daje się pociągnąć, żałuję, bo nie potrafię odnaleźć się w nowej sytuacji. Wszystko do mnie wraca. To kim jestem, a nie powinnam być. To kim nie jestem, a powinnam być. Czasem chciałabym dorosnąć do robienia dorosłych rzeczy, by innym razem czuć jak zbiera mi się na wymioty, gdy pomyślę o dorosłości. Chciałabym nie mieć kontaktu ze światem, aby innym razem chcieć pozwolić mu się wciągnąć. Ze skrajności w skrajność. Nie ma we mnie odwagi, aby zrobić cokolwiek, więc stoję w miejscu i czekam, aż w końcu spadnie na mnie coś, cokolwiek, kolejne nieszczęście, albo wielki kamień, który wgniecie w głąb ziemi aż do piekła, na które zasługuję. Patrzę na dziesięć złotych w portfelu, patrzę na dziesięć złotych na koncie. Nie stać mnie na ucieczkę. Wyjść i nie wrócić. Nie być dla nikogo problemem. Nie psuć nikomu dni swoim uporządkowanym życiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz