Jestem zmęczona pakowaniem samej siebie we wszystkie choroby świata. Czas przestać
uciekać. Nie raz podejmowałam wolę walki, lecz używając złych narzędzi,
traciłam spokój, który daje przecież szczęście będące wewnętrzną
harmonią. W swej słabości zapominałam o hierarchii wartości i jej
najwyższym punkcie, oddając się we władanie strachowi, nie wiedząc już,
dokąd zmierza myśl. Negatywne uczucia względem samego siebie nie są
grzechem, lecz mogą prowadzić do złych czynów. Naprawdę nie chcę robić
listy wszystkich ran na swoim ciele i w umyśle, za które już
odpokutowałam. Patrzę wstecz i uderza mnie moja własna głupota.
(Zresztą, nie pierwszy raz.) Nie chcę już być swoim oprawcą. Nie chcę
też upierać się przy tym, że dam radę sama. W końcu będąc na polu walki,
łatwiej wojować przy wsparciu.
Nie uważam, że to tylko kolejny moment przypływu siły, lecz nie myślę też, że odkryłam wszystkie prawdy świata i zostałam oświecona na wieki. Już kiedyś pisałam, że dużo pracy przede mną, a zdając sobie sprawę z tego, kim jestem i w jakie pułapki wpadam, co nadal widać po moich notkach, czeka mnie przyszłość nieodgadniona, lecz na pewno nie beznadziejna. Wbrew pozorom, jestem coraz lepsza w kierowaniu samą sobą, bo mam Przewodnika, choć jak ktoś napisał: Najtrudniej jest w życiu grać samego siebie. Dlaczego? Bo nie słuchamy reżysera.
Nie uważam, że to tylko kolejny moment przypływu siły, lecz nie myślę też, że odkryłam wszystkie prawdy świata i zostałam oświecona na wieki. Już kiedyś pisałam, że dużo pracy przede mną, a zdając sobie sprawę z tego, kim jestem i w jakie pułapki wpadam, co nadal widać po moich notkach, czeka mnie przyszłość nieodgadniona, lecz na pewno nie beznadziejna. Wbrew pozorom, jestem coraz lepsza w kierowaniu samą sobą, bo mam Przewodnika, choć jak ktoś napisał: Najtrudniej jest w życiu grać samego siebie. Dlaczego? Bo nie słuchamy reżysera.
Dziwne. Dwie notki temu pisałam: Będziesz iść przed siebie z otwartymi ranami, dopóki wiatr nie osuszy miejsc. Będziesz iść, aż ktoś da ci pić. Dzisiaj przeczytałam: Kto
zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz
woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku
życiu wiecznemu. (J, 4, 14)
Tymczasem machina zwana sesją
ruszyła. Mam za sobą dopiero jeden egzamin. Jeszcze sześć czeka.
Dwudziesty szósty czerwca wydaje się odległym punktem na mapie miesiąca.
Jednak to jest nie ważne w obliczu tego, jak bardzo jestem wdzięczna,
że mimo zmęczenia i czasowej niechęci, spotkałam kolejnych niesamowitych
wykładowców, których słowa uporządkowały moje myśli, a wystarczyło, że
byłam obecna i słuchałam. To dziwne momenty, nadają sens dniom.
Właściwie to od początku studiów trzymała mnie myśl, że zmądrzeję dzięki
otoczeniu mądrych ludzi. Chciałabym, żeby tak było. Właściwie nie powinnam tutaj pisać swoich cichych życzeń, tylko zacząć pogłębiać wiedzę na następne egzaminy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz