Utknęłam na początku czerwca, bo chciałam utknąć. Nie mogłam pisać,
wiedząc, że w życie wkradną się stres i zmęczenie, deformując przy tym
postrzeganie przeze mnie świata. Nauczyłam się podczas tegorocznej
zimowej sesji, że w takich dniach powinnam odpuścić dzielenie się swoimi
złymi, ulotnymi myślami. Letnią sesję postanowiłam przeżyć jako
przeciwieństwo chłodnych, zapłakanych dni. Nie okazało się to trudne w
realizacji, co do tej pory wprawia mnie w zdziwienie. Nadal stoję przed
salami, czekam, stresuję się. Pamiętam pogodę każdego dnia i niemożność
jedzenia śniadań. Czekanie na przystankach i czytanie notatek w
autobusach. Pamiętam każde „dzień dobry” lub „szczęść Boże” na
powitanie. Pamiętam pytania i odpowiedzi, chwile patrzenia w oczy
wykładowcom, momenty wpisów i lustrowanie wzrokiem wnętrza pokoi,
zamykanie za sobą drzwi oraz każdą chwilę radości mówiącą, że jestem
coraz bliżej końca. Było zaskakująco, z przemiłym akcentem na koniec,
gdy dostałam drugą w tej sesji i w ciągu czterech lat studiów (na moim
wydziel cuda zdarzają się bardzo rzadko) piątkę za samą obecność na
wykładach. Trudno uwierzyć, że kilka miesięcy temu funkcjonowałam na
rezerwie sił życiowych. Dałam radę, choć właściwie wolałam zdechnąć.
Koszmarnie się prowadziłam. Teraz było tak bardzo inaczej, tak miło mimo
trudności. Chciałabym opisać tą diametralną różnicę między wtedy a
teraz, ale nie potrafię znaleźć słów. Chociaż może. Wiecie, wtedy było
tak, jakby ktoś ściskał mnie za szyję, nieustannie dusząc, a teraz
obrzydliwe łapska nawet nie dotknęły mojej skóry.
To był dziwny rok studencki; przedzielony grubą kreską na dwie połowy, a w każdej z nich byłam kimś innym. Ostatnio straciłam kolejny kilogram, a od dnia rejestracji faktu ubywania siedem, choć paradoksalnie nie byłam na diecie, co więcej, smak słodyczy nie był mi obcy. Och, chroniczny smutku nie wracaj do mnie nigdy więcej. Wystarczy mi noszenie na zawsze w pamięci tych wszystkich dni, w których upadałam przy każdym kroku na przód, a do tego pozwałam się kopać.
W międzyczasie miałam urodziny, o których nie pamiętały ważne dla mnie osoby. Nawet czułam się winna, że było mi trochę żal z tego powodu, ale nie chciałam zaprzątać sobie tym myśli. Trochę nie wyszło, wiesz Olu? Myślę, że po prostu nie zasłużyłam na pamięć. Wiem, czasem zdarza się zapomnieć, mi przecież też. Im się zdarzyło, Tobie też. Nie oczekiwałam wiele, a jednak wyszło, że oczekiwałam za wiele, bo mi się coś tam ubzdurało. I to jest najgorsze, moje głupie myślenie, którego ciągle staram się pozbyć, ale gdy osiągam mały sukces tam, to tutaj wypełza coś innego. Ale powiedz, ostatnie pytanie: od Ciebie też oczekują za wiele, prawda? Właściwe myślę, że już dawno zaczęłam blaknąć w Twoich myślach. Nie rozumiem, czemu się mijamy. Chciałabym zrozumieć, ale nie wiem, co jest nie tak. Może kiedyś mi to wytłumaczysz. Bo teraz się poddałam; to jest ten moment, gdy nie śmiem nawet pytać o więcej. Czekam na list, choć nawet boję się czekać. Bo od jakiegoś czasu moje życie bardzo się zmieniło. Jestem jak furtka w zapomnianym ogrodzie. Czekam. Dzień w dzień. Ale każdy omija te strony. („Jaśniejszy odcień szarości”, D. Kostewicz)
To był dziwny rok studencki; przedzielony grubą kreską na dwie połowy, a w każdej z nich byłam kimś innym. Ostatnio straciłam kolejny kilogram, a od dnia rejestracji faktu ubywania siedem, choć paradoksalnie nie byłam na diecie, co więcej, smak słodyczy nie był mi obcy. Och, chroniczny smutku nie wracaj do mnie nigdy więcej. Wystarczy mi noszenie na zawsze w pamięci tych wszystkich dni, w których upadałam przy każdym kroku na przód, a do tego pozwałam się kopać.
W międzyczasie miałam urodziny, o których nie pamiętały ważne dla mnie osoby. Nawet czułam się winna, że było mi trochę żal z tego powodu, ale nie chciałam zaprzątać sobie tym myśli. Trochę nie wyszło, wiesz Olu? Myślę, że po prostu nie zasłużyłam na pamięć. Wiem, czasem zdarza się zapomnieć, mi przecież też. Im się zdarzyło, Tobie też. Nie oczekiwałam wiele, a jednak wyszło, że oczekiwałam za wiele, bo mi się coś tam ubzdurało. I to jest najgorsze, moje głupie myślenie, którego ciągle staram się pozbyć, ale gdy osiągam mały sukces tam, to tutaj wypełza coś innego. Ale powiedz, ostatnie pytanie: od Ciebie też oczekują za wiele, prawda? Właściwe myślę, że już dawno zaczęłam blaknąć w Twoich myślach. Nie rozumiem, czemu się mijamy. Chciałabym zrozumieć, ale nie wiem, co jest nie tak. Może kiedyś mi to wytłumaczysz. Bo teraz się poddałam; to jest ten moment, gdy nie śmiem nawet pytać o więcej. Czekam na list, choć nawet boję się czekać. Bo od jakiegoś czasu moje życie bardzo się zmieniło. Jestem jak furtka w zapomnianym ogrodzie. Czekam. Dzień w dzień. Ale każdy omija te strony. („Jaśniejszy odcień szarości”, D. Kostewicz)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz