8.10.2013

783.

Wczoraj w kuchni żarówka zakończyła swój żywot i wywaliło korki. Dzisiaj zostałam z czterdziestoma woltami oświetlającymi pokój, bo żarówki na wymianę się skończyły, wczoraj. Mdłe światło pogarsza widoczność i nie oświeca myśli. Pomysły na dwa referaty są nijakie, nawet na odwal nie potrafię niczego wymyślić.
Gdybym była kimś innym – miejsce, czas, psychika – wyszłabym w październikową późną noc z domu. Oddychałabym spokojnie, wypuszczając z ust parę. Niebo byłoby czyste, gwieździste, albo przeciwnie, zachmurzone, a przestrzeń mglista. Rozbiłabym kamieniem szybkę w sklepie z bronią i wybrałabym najmniejszy pistolet na składzie. Alarm nie zrobiłby na mnie wrażenia. Odeszłabym tak, jak odchodzi się od stolika w kawiarni po zapłaceniu rachunku. Gdyby życie było filmem, włóczyłabym się ulicami miasta, a każdy krok, zapowiadający tragedię, zostałby namalowany w pięknych obrazach za pomocą płynnego ruchu kamery. Towarzyszyłby mi światła latarni i neonów. Szum ciężarówki wiozącej towar zakłóciłby miarowy stukot obcasów. Mimo chłodu, miałabym na sobie sukienkę i cienkie, cieliste rajstopy. Wyglądałabym tak ładnie, jak tylko pozwoliłyby mi na to posiadane środki. Najpiękniejsza noc w życiu. Nikt nie zwracałby na mnie uwagi, bo nie byłoby nikogo obok, ale galowy strój nadawałby czynom powagi. Znalazłabym się w końcu na rynku z fontanną, lub bez. Usiadłabym na ławce, gdzieś koło zabytkowych kamienic, które nigdy nie były moim domem, tak jak nic nie było moje, nawet w snach. Wyciągnęłabym z kieszeni płaszcza skradziony pistolet i nabiła. Przypomniałabym sobie wszystkie imiona, które miały jakieś znaczenie, a potem z poczuciem ulgi przyłożyłam lufę do skroni i nacisnęła na spust. Jako zabijana nie usłyszałabym strzału, który odbiłby się echem o mury budynków. Gdybym tylko była kimś innym, a życie było czymś innym, właśnie tak zabawiłabym się w jesienną noc. Raz a dobrze.
A do tej cholernej Warszawy nie chcę jechać i nie pojadę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz