22.10.2013

786. jesień… ciągle… jesteś…

Jesień. Chciałabym mieć przy sobie cztery strony świata. D. życzyła mi ominięcia sławetnego „coś za coś”, bo oznajmiłam, że tracę, by zyskać (przetrwanie). Tydzień później straciłam dwa razy więcej, nie zyskując nic w zamian. A może to tylko złudzenie? Mam cierpliwość i umiejętność przyjmowania sytuacji bez przeklinania świata. Nie mam w sobie żadnych negatywnych myśli. Jednak teraz chciałabym to „coś za coś”; coś namacalnego. Ale może później? Jesień. Liście tak szybko opadły z drzew, że nie zdążyłam zarejestrować ich spadania, kamerą. Jeśli zachód i północ nie zetkną się ze mną do przyszłorocznej jesieni, wrócę tu, do tego wpisu, i zapłaczę gorzko. Jesień. Słońce jednak świeci zadziwiająco często. Obejrzałam film „Vengo”, w końcu! Chyba minęły dwa lata od fragmentów pokazywanych na zajęciach. Trochę szkoda, że drogą losowania zostałam skreślona z listy, a tym musiałam wybrać inne zajęcia. Widocznie filmowymi ścieżkami muszę chodzić sama. Sama.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz