Jesień. Chciałabym mieć przy sobie cztery strony świata. D. życzyła mi ominięcia sławetnego „coś za coś”, bo oznajmiłam, że tracę, by zyskać (przetrwanie).
Tydzień później straciłam dwa razy więcej, nie zyskując nic w zamian. A
może to tylko złudzenie? Mam cierpliwość i umiejętność przyjmowania
sytuacji bez przeklinania świata. Nie mam w sobie żadnych negatywnych
myśli. Jednak teraz chciałabym to „coś za coś”; coś namacalnego. Ale
może później? Jesień. Liście tak szybko opadły z drzew, że nie zdążyłam
zarejestrować ich spadania, kamerą. Jeśli zachód i północ nie zetkną się
ze mną do przyszłorocznej jesieni, wrócę tu, do tego wpisu, i zapłaczę
gorzko. Jesień. Słońce jednak świeci zadziwiająco często. Obejrzałam
film „Vengo”, w końcu! Chyba minęły dwa lata od fragmentów pokazywanych
na zajęciach. Trochę szkoda, że drogą losowania zostałam skreślona z
listy, a tym musiałam wybrać inne zajęcia. Widocznie filmowymi ścieżkami
muszę chodzić sama. Sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz