Mogłam spodziewać się kontynuacji bólu głowy, ale ujrzenie własnej
twarzy rano w lustrze okazało się niemałym szokiem. Dawno nie miałam tak
spuchniętych oczu; powieki niby miękkie poduszeczki wypełnione
powietrzem. Od razu otworzyłam zamrażarkę. Wyszłam z domu w świat,
wyglądając jak sto nieszczęść, choć podejrzewam, że dla przeciętnych
przechodniów i przelotnych spojrzeń nie było we mnie nic
zastanawiającego. Mi wystarczył brak komfortu, by ze świadomością
własnej żałosności, ukarać się za wczorajszy rozbity wieczór. Nie
wzięłam tabletki od bólu głowy, ani od bólu zatok. Kilka miesięcy temu
postanowiłam nie szpikować się już prochami. Trzy lata to dużo za dużo.
Stan moich zatok poprawił się od momentu, gdy zaczęłam je chronić,
przede wszystkim przez zmniejszenie ilości wylewanych łez. Ograniczyłam
dzięki temu obrzęk naczyń krwionośnych i wyeliminowałam nadprogramową
niedrożność. W zamian zaczęłam wdychać olejek eteryczny, przeznaczony
głównie do inhalacji parowej, ale można też skropić nim chusteczkę
higieniczną. Tak też uczyniłam przed dzisiejszym wyjściem z domu na
uczelnię. Ból głowy minął po jakimś czasie; wysiadałam z busa zdrowsza.
Opuchlizna oczu trzymała się dłużej, ale w końcu i ona mnie opuściła. Po
zajęciach spędziłam trzy godziny w czytelni, dwie wracałam do domu.
Nastała dwudziesta, gdy stanęłam w progu mieszkania. Za kwadrans skończy
się czwartek. Nie potrafię określić, co właściwie spotkało mnie
wczorajszej nocy. Chyba to znowu jedna z tych nocnych rozmów, których
nie powinno być, jeśli są nieporozumieniem, niezrozumieniem, niewiadomą,
nieprawdą. („Po cóż więc wyważać komuś drzwi, które on sam sobie
zamknął na klucz?” Grzegorz Musiał, Stan płynny. /Znalezione
dzisiaj podczas pobytu w czytelni./ Moich nawet nikt nie próbuje. Sama
przestałam walić do bram innych. Wszyscy zamknęliśmy się przed sobą
nawzajem. I co z tego? Mówmy dalej: no i co z tego?)
Nagrałam wczorajszej nocy morze łez, zwłaszcza jedną, sunącą po
policzku. Przeraża mnie, że byłam zachwycona, tą jedną kroplą, która
ostatecznie i tak nie przyda się do niczego, nawet do filmiku o żałosnych kobietach. Chciałabym umrzeć w tym roku w bibliotece uniwersyteckiej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz