10.10.2013

784.

Mogłam spodziewać się kontynuacji bólu głowy, ale ujrzenie własnej twarzy rano w lustrze okazało się niemałym szokiem. Dawno nie miałam tak spuchniętych oczu; powieki niby miękkie poduszeczki wypełnione powietrzem. Od razu otworzyłam zamrażarkę. Wyszłam z domu w świat, wyglądając jak sto nieszczęść, choć podejrzewam, że dla przeciętnych przechodniów i przelotnych spojrzeń nie było we mnie nic zastanawiającego. Mi wystarczył brak komfortu, by ze świadomością własnej żałosności, ukarać się za wczorajszy rozbity wieczór. Nie wzięłam tabletki od bólu głowy, ani od bólu zatok. Kilka miesięcy temu postanowiłam nie szpikować się już prochami. Trzy lata to dużo za dużo. Stan moich zatok poprawił się od momentu, gdy zaczęłam je chronić, przede wszystkim przez zmniejszenie ilości wylewanych łez. Ograniczyłam dzięki temu obrzęk naczyń krwionośnych i wyeliminowałam nadprogramową niedrożność. W zamian zaczęłam wdychać olejek eteryczny, przeznaczony głównie do inhalacji parowej, ale można też skropić nim chusteczkę higieniczną. Tak też uczyniłam przed dzisiejszym wyjściem z domu na uczelnię. Ból głowy minął po jakimś czasie; wysiadałam z busa zdrowsza. Opuchlizna oczu trzymała się dłużej, ale w końcu i ona mnie opuściła. Po zajęciach spędziłam trzy godziny w czytelni, dwie wracałam do domu. Nastała dwudziesta, gdy stanęłam w progu mieszkania. Za kwadrans skończy się czwartek. Nie potrafię określić, co właściwie spotkało mnie wczorajszej nocy. Chyba to znowu jedna z tych nocnych rozmów, których nie powinno być, jeśli są nieporozumieniem, niezrozumieniem, niewiadomą, nieprawdą. („Po cóż więc wyważać komuś drzwi, które on sam sobie zamknął na klucz?” Grzegorz Musiał, Stan płynny. /Znalezione dzisiaj podczas pobytu w czytelni./ Moich nawet nikt nie próbuje. Sama przestałam walić do bram innych. Wszyscy zamknęliśmy się przed sobą nawzajem. I co z tego? Mówmy dalej: no i co z tego?) Nagrałam wczorajszej nocy morze łez, zwłaszcza jedną, sunącą po policzku. Przeraża mnie, że byłam zachwycona, tą jedną kroplą, która ostatecznie i tak nie przyda się do niczego, nawet do filmiku o żałosnych kobietach. Chciałabym umrzeć w tym roku w bibliotece uniwersyteckiej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz