1.10.2013

782.

Październik.

Piąty rok.

Mam wrażenie, jakbym latami nie odwiedzała uczelni przy jednoczesnym złudzeniu, że kilka dni temu byłam na zajęciach. Brak środka. Jak zawsze. Może w środę coś. Chciałam we wtorek, ale na koncert, za darmo, tylko za późno, nikomu nie chciałoby się po mnie przyjechać z powrotem, o moje życie, jak zawsze albo nic albo na łasce innych. Brak środka, jak zawsze. Już nie wspomnę o tym rejsie na prywatną wyspę, w marcu 2014, cztery dni, Bahamy, za grubą kasę, z zespołami Paramore i Tegan and Sara. Ciekawe ile lat zbierałabym fundusze, no i traciła kilogramy, żeby założyć strój kąpielowy. Ale na mnie nie poczekają. Trudno. Nie pogrążę się w dziecinnym smutku. Za to koreańscy milusińscy mają comeback za tydzień. Pierwsze zdjęcia teasery, trzy, Taemina. (Obudzę się, dzisiaj, będą następnego.) To zdjęcie najbardziej zastanawia. Myślę: co to, koncept „na męczennika”?! Inni pomyśleli: „na księdza”. Intrygująca fotografia. Ostatecznie i jak zwykle teledysk będzie o czym innym, już nie mówiąc o piosence. Może jestem za stara na takie zabawy, ale uwielbiam oczekiwanie i przeglądanie reakcjo-opinii innych.

Nie lubię tych dziwnych zbiegów okoliczności, gdy tego samego dnia ta sama rzecz, nieszukana i nie-wiadomo-dlaczego, przypływa do mnie z dwóch różnych źródeł. Czytałam książkę, w której pojawiało się to samo imię i nazwisko, co w tytule polecanego filmiku na youtube. Greta Grabo. Dziwnie, dziwniej.

Koleżanka wrzuciła na fb piosenkę z jakiegoś niemieckiego musicalu. Jeszcze nieobejrzany film „Lilja 4-ever” zaczął się od piosenki Rammstieina – Mein Herz Brennt. Dawno nie słuchałam utworów w języku niemieckim; no i słucham, znowu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz