Piąty rok.
Mam wrażenie, jakbym latami nie
odwiedzała uczelni przy jednoczesnym złudzeniu, że kilka dni temu byłam
na zajęciach. Brak środka. Jak zawsze. Może w środę coś. Chciałam we
wtorek, ale na koncert, za darmo, tylko za późno, nikomu nie chciałoby
się po mnie przyjechać z powrotem, o moje życie, jak zawsze albo nic albo na łasce innych. Brak środka, jak zawsze. Już nie wspomnę o tym rejsie
na prywatną wyspę, w marcu 2014, cztery dni, Bahamy, za grubą kasę, z
zespołami Paramore i Tegan and Sara. Ciekawe ile lat zbierałabym
fundusze, no i traciła kilogramy, żeby założyć strój kąpielowy. Ale na
mnie nie poczekają. Trudno. Nie pogrążę się w dziecinnym
smutku. Za to koreańscy milusińscy mają comeback za tydzień. Pierwsze
zdjęcia teasery, trzy, Taemina. (Obudzę się, dzisiaj, będą następnego.) To zdjęcie
najbardziej zastanawia. Myślę: co to, koncept „na męczennika”?! Inni
pomyśleli: „na księdza”. Intrygująca fotografia. Ostatecznie i jak
zwykle teledysk będzie o czym innym, już nie mówiąc o piosence. Może
jestem za stara na takie zabawy, ale uwielbiam oczekiwanie i
przeglądanie reakcjo-opinii innych.
Nie lubię tych dziwnych zbiegów okoliczności, gdy tego samego dnia ta sama rzecz, nieszukana i nie-wiadomo-dlaczego,
przypływa do mnie z dwóch różnych źródeł. Czytałam książkę, w której
pojawiało się to samo imię i nazwisko, co w tytule polecanego filmiku na
youtube. Greta Grabo. Dziwnie, dziwniej.
Koleżanka wrzuciła na fb piosenkę z jakiegoś niemieckiego musicalu. Jeszcze nieobejrzany film „Lilja 4-ever” zaczął się od piosenki Rammstieina – Mein Herz Brennt. Dawno nie słuchałam utworów w języku niemieckim; no i słucham, znowu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz