Witam, dalej
jestem chora, choć bardziej „chora”, bo przecież moje choroby nie bolą,
istnieją, ale ich nie widać, krążą wewnątrz mnie, ach, dziwne to wszystko. Momentami mam wrażenie, że te niedomagania zdrowotne mają jedną przyczynę,
której odkrycie może zająć wiele czasu i zdarzy się tak, że po drodze niechcący
umrę. Zdarza się. Daleko mi do dramatyzowania. Lubię oswajać się ze swoim
ostatecznym końcem, i tak kiedyś nastąpi. W tym tygodniu pisałam z dziewięcioma
osobami, niesamowite, mam aż tylu znajomych, którzy chcą utrzymywać ze mną
kontakt. Niektórzy przybyli z przeszłości. E. trafnie stwierdziła, że oznacza
to zbliżający się koniec świata. Może tylko mojego prywatnego, pomyślałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz