Jedenaście nowych twarzy, a jednak nie wszystkie zupełnie
nowe, niektóre z odległej przeszłości, nieświadomie zapisane w pamięci jeszcze
z licealnych korytarzy; mój świat jest przerażająco mały. Jedenaście twarzy, które przez
ponad miesiąc będę widywać regularnie, a potem staną się przeszłością, której należy
unikać, bo życie jest wystarczająco niewygodne i niezręczne; mam nadzieję, że i
mnie nie będą chcieli dłużej znać, nie warto. Jesteśmy tu na chwilę, w tej
jednej sali, którą zapamiętamy jak swoje miejsca w szkolnych ławkach. Zatrzymuję
się tu na moment, moje myśli wybiegają już w przyszły rok, bo w przyszłym toku
mnie tu nie będzie, będę miała więcej krwi w organizmie i więcej siły, będę
miała za sobą doświadczenie w kolejnej pracy i będę mogła znaleźć inną, będę
tym kim chcę, a nie tym kim muszę. Tymczasem jest sympatycznie, brakuje mi czasu,
stresuję się szukaniem stażu, myślę o tym, że idę na kolejne wesele sama, znowu
nie mam sukienki ani czasu na jej kupienie, a ludzie mieszają
mnie w dziwne sytuacje, których nie rozumiem. Tradycyjnie piszczy mi w uszach,
spędzam dużo czasu na siedzeniu (przez co chętniej ćwiczę), jem porządne obiady
i wstaję zbyt wcześnie, bo mój organizm tak chce. Znowu usłyszałam, że wyglądam
na pięć lat młodszą i momentami nie wierzę, że to ciągle tak działa. Yes, I’m
your sad baby girl.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz