6.08.2016

895.



Tysiące myśli przepłynęło przez mnie jak potężna fala. Prawie zostałam filozofem. Dawno nie myślałam tak intensywnie, a już cieszyłam się, że jestem na dobrej drodze, aby stać się pustką (bo przecież nie buddyjskim mnichem). Pomyliłam się. Było jeszcze inaczej niż przypuszczałam. Jak dobrze, że się pomyliłam. Znowu stałam się nierozsądna, znowu babrałam w przeszłości, której nie wolno ruszać, znowu oszukałam samą siebie, znowu byłam zakochana w postaciach ze swej wyobraźni, znowu wydawało mi się, że świat w mojej głowie odpowiada rzeczywistości. Uroczo pogubiona, och nie, po prostu naiwna i głupia, choć przecież wciągnięto mnie, och nie, dałam się wciągnąć i musiałam odchorować swoje, swoje nieprawdziwe uczucia, nienadające się do przeniesienia do realnego świata. Realny świat w sekundę starłby je na pył, moje serce nie czuje nic, moje myśli owszem. Mam wielką wyobraźnię, nie da się żyć wyobrażeniami. Gdybym mogła opowiedzieć wam historie ostatnich tygodni, nie uwierzylibyście, że przytrafiło mi się coś takiego. Najrozsądniej jest zapomnieć, bo inaczej wszystko może obrócić się przeciwko mnie. Nie mogę uwierzyć, że to może obrócić się przeciwko mnie nawet za dziesięć lat. Chciałam tylko pomóc, ale znowu byłam za dobra i wszyscy uwierzyli, że taka jestem naprawdę. Chciałam być szczera wobec wszystkich, a okazało się, że nie mogę wobec nikogo, kiedy dwie przeciwne strony proszą mnie o milczenie jedna przed drugą. Muszę zapomnieć, ale to nie koniec, jeszcze nie, to będzie ciągnęło się dłużej, bo muszę odbyć jeszcze nie jedną rozmowę, a wszystko przeciąga się w czasie, a czekanie dobija najbardziej, wszyscy to wiemy, czekanie jest okropne, więc wzdycham ciężko z bezradności, a czekanie zabija po trochu. Przez lata jestem zbijana regularnie, to okropne, że naczekałam się na tak wiele rzeczy, a żadna z nich nie przyszła o właściwiej porze, o ile w ogóle przyszła. Nie potrafię nie czekać; branie nie swoich spraw w swoje ręce to jak wtrącanie się w rzeczy, które nie należą do mnie. Przedwczoraj zrobiło mi się potwornie smutno; przez chwilę pomyślałam, że straciłam przyjaciela na zawsze, co jest prawdą i nieprawdą, muszę pozwalać ludziom znikać, muszą budować własne życie, niezwiązane z moim, gdzie bywam tylko gościem, muszą, więc pomagam im w tym, odsuwam się na bok, bo muszą być szczęśliwi, muszą, jeśli moje rozstanie z nimi ma mniej boleć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz