Tysiące myśli przepłynęło przez mnie jak potężna
fala. Prawie zostałam filozofem. Dawno nie myślałam tak intensywnie, a już
cieszyłam się, że jestem na dobrej drodze, aby stać się pustką (bo przecież nie
buddyjskim mnichem). Pomyliłam się. Było jeszcze inaczej niż przypuszczałam. Jak
dobrze, że się pomyliłam. Znowu stałam się nierozsądna, znowu babrałam w
przeszłości, której nie wolno ruszać, znowu oszukałam samą siebie, znowu byłam
zakochana w postaciach ze swej wyobraźni, znowu wydawało mi się, że świat w
mojej głowie odpowiada rzeczywistości. Uroczo pogubiona, och nie, po prostu
naiwna i głupia, choć przecież wciągnięto mnie, och nie, dałam się wciągnąć i
musiałam odchorować swoje, swoje nieprawdziwe uczucia, nienadające się do przeniesienia
do realnego świata. Realny świat w sekundę starłby je na pył, moje serce nie
czuje nic, moje myśli owszem. Mam wielką wyobraźnię, nie da się żyć
wyobrażeniami. Gdybym mogła opowiedzieć wam historie ostatnich tygodni, nie
uwierzylibyście, że przytrafiło mi się coś takiego. Najrozsądniej jest
zapomnieć, bo inaczej wszystko może obrócić się przeciwko mnie. Nie mogę
uwierzyć, że to może obrócić się przeciwko mnie nawet za dziesięć lat. Chciałam
tylko pomóc, ale znowu byłam za dobra i wszyscy uwierzyli, że taka jestem
naprawdę. Chciałam być szczera wobec wszystkich, a okazało się, że nie mogę
wobec nikogo, kiedy dwie przeciwne strony proszą mnie o milczenie jedna przed
drugą. Muszę zapomnieć, ale to nie koniec, jeszcze nie, to będzie ciągnęło się
dłużej, bo muszę odbyć jeszcze nie jedną rozmowę, a wszystko przeciąga się w
czasie, a czekanie dobija najbardziej, wszyscy to wiemy, czekanie jest okropne,
więc wzdycham ciężko z bezradności, a czekanie zabija po trochu. Przez lata
jestem zbijana regularnie, to okropne, że naczekałam się na tak wiele rzeczy, a
żadna z nich nie przyszła o właściwiej porze, o ile w ogóle przyszła. Nie
potrafię nie czekać; branie nie swoich spraw w swoje ręce to jak wtrącanie się
w rzeczy, które nie należą do mnie. Przedwczoraj zrobiło mi się potwornie
smutno; przez chwilę pomyślałam, że straciłam przyjaciela na zawsze, co jest
prawdą i nieprawdą, muszę pozwalać ludziom znikać, muszą budować własne życie, niezwiązane z moim, gdzie bywam tylko gościem, muszą, więc pomagam im w tym, odsuwam się na bok, bo muszą być szczęśliwi, muszą, jeśli
moje rozstanie z nimi ma mniej boleć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz