Wczoraj przed snem wpadłam na cudowny pomysł, na myślenie o
przeszłości. Znowu cofnęłam czas, znowu stałam przed tobą, a jednak widziałam
nas razem, z boku, jakbym była poza swoim ciałem. Próbowałam wyobrazić sobie
jak patrzyli na nas znajomi, moi i twoi, nie znani sobie tak jak my jeszcze
przed kilkoma sekundami. O czym myśleli, gdy na nas patrzyli, jaką przyszłość nam
wróżyli, a jaka nigdy nie miała miejsca? Chciałabym zobaczyć ich twarze, ale
widziałam tylko twoją. Moje wspomnienia są z pewnością odmienne od twoich. Przeraża
mnie, że ten sam moment dla wielu osób może wyglądać zupełnie inaczej, a upływający
czas może zabrać cały sens i urok czemuś, co zapowiadało się pięknie. Zawsze
będę jednocześnie obrzydliwie smutna i przerażająco szczęśliwa, że na mojej
drodze stanęli wszyscy ci, którzy w pewnym momencie musieli z tej drogi zejść.
Zawsze będę wracać do dobrych chwil i zawsze moje serce będzie pękać, że nie miałam
odwagi, by zrobić krok do przodu. Czasem mam wrażenie, że tęsknię za czymś, co
nigdy nie istniało.
Powinnam wziąć się za szukanie nowej pracy, bo za chwilę obecna
dobiegnie końca i za co kupię leki, jeśli znowu zaczną mnie nimi karmić.
Ale nie, lepiej miotać się między tym czego chcę, a czego mieć nie będę, bo
to jak życzenie stania się kimś innym, mimo że przesądzone zostało to kim
jestem i kim mam pozostać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz