21.02.2019

1023.

Nie pamiętam, ile miałam wtedy lat, ale musiałam być uroczą dziewczynką. Musiałam chodzić wtedy do podstawówki, bo pamiętam, jacy znajomi byli ze mną tamtego dnia. Nie wiem, czemu utkwiło mi to w pamięci i za często wracam do tego momentu, jak do ziarna, które zasiało moją niechęć do brudnego świata dorosłych. Staliśmy pod sklepie nie mogąc zdecydować się, co kupić, a może już coś kupiliśmy, wspomnienia z młodych lat są zawsze mgliste i przefiltrowane przez nas umysł, do tego stopnia, że czasem nie wiem, czy to wydarzyło się naprawdę. Pod parasolem siedzieli miejscowi pijacy, a nas stała duża grupka osób i zupełnie nie wiem, czemu najmniejsze i najbrzydsze dziecko, jakim byłam, przyciągnęło uwagę jednego z nich. Co usłyszałam? Nie wiem, jak można było powiedzieć coś takiemu niewinnemu dziecku, ale po alkoholu można wszystko, a przede wszystkim można ranić siebie i innych. Usłyszałam, że mam ładne, czerwone usta, dobre do robienia loda. Zrobiło mi się okropnie głupio, bo zupełnie nie wiedziałam o co chodzi, a tym bardziej nie miałam pojęcia jak zareagować, więc nie powiedziałam nic, tylko zamknęłam się w sobie (jak od zawsze w trudnych sytuacjach) i prawdopodobnie spaliłam przysłowiowego buraka. Nic się przecież nie stało, zupełnie nic, ale może od tamtego czasu wszystko związane z seksem budzi we mnie tylko obrzydzenie. “Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy we mnie wierzą, lepiej byłoby dla niego, gdyby zawieszono mu u szyi kamień młyński i utopiono go w morskiej głębinie.” Naprawdę nie chcę dodawać dramatyzmu tej sytuacji wyrwanym z kontekstu cytatem z Biblii, ale lubię to robić, lubię być niczym bohaterka filmu z przykrym zakończeniem, choć ten cytat wcale nie ma tak wąskiego przesłania. Potem było kilka sytuacji, w których moje bycie miłym zostało sprowadzone do patrzenia na mnie jak na kogoś tak miłego, że idealnego do łóżka. Czasem myślałam, że może tylko na to zasługuję, że nadaję się jedynie do wykorzystania, bo przecież nikt nie jest w stanie obdarzyć miłością kogoś tak brzydkiego zewnętrznie i wewnętrznie. A potem zawsze byłam zła na siebie za naiwność, wierząc, że ludzie - a może powinnam nazwać rzeczy po imieniu i napisać - mężczyźni chcą się ze mną przyjaźnić Nie wiem, kogo mam winić za tak ułożony świat, za brak damsko-męskich relacji bez podtekstu seksualnego, za to, że ojciec zostawił mamę dla seksu z kimś innym, przecież nie Boga za niedoskonałość stworzenia. Może dlatego tak trudno mi po tych wszystkich bezsensownych przemyśleniach zapomnieć tym o jednym mężczyźnie, który był porządnym człowiekiem i wierzyłam, że lubi spędzać ze mną czas, bo to byłam ja, bo widział mnie, prawdziwą mnie, z tymi wszystkimi trudnościami, które należy tylko objąć, a nie wbijać nóż w serce. Czasem tak bardzo nie mogę dojść do porozumienia ze sobą, że chciałabym, aby i to okazało się kłamstwem. Chciałabym na końcu zakrzyknąć, że miałam rację, że wszyscy faceci są beznadziejni, ale to nieprawda. Na końcu jestem beznadziejna ja, bo ja jestem problemem. Nie użalam się na sobą, nie chcę, aby ktokolwiek zrozumiał mnie źle. Mi po prostu trudno zrozumieć, czemu płaczę do snu, bo przypomina mi się, że nie potrafię żyć, jak inni. Szukam odpowiedzi na pytanie kim jestem i po co żyję, ale podobno tę odpowiedź zna tylko ten, kto mnie po coś stworzył. Boże, może dlatego tak bardzo chcę uciec z tego świata, bo potrzebuję tej odpowiedzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz