3.02.2019
1020.
Chciałabym tu o czymś napisać, ale wiem, że wypisanie tego z siebie zajęłoby mi dużo czasu, może nawet kilka tygodni. Chciałabym usiąść i wyrzucić to z siebie za jednym zamachem, ale nie mam tyle czasu. Muszę żyć. Muszę, więc jak to jest, że inni tracą poczucie przymusu i nic nie muszą, a przede wszystkim nie muszą żyć. Nie wiem, czemu o tym ciągle myślę. Może dlatego, że i ja kiedyś stałam na tamtym przejeździe kolejowym z myślą, że to dobre miejsce na odebranie sobie życia. Ale tak naprawdę wbiec pod pociąg można wszędzie, tory nie są odgrodzone murem od świata, a pociąg zwalnia tylko na stacji. Nie chciałam jednak odebrać sobie życia. Nigdy świadomie. Czy ktoś potrafiłby zrobić to z pełną świadomością bez wcześniejszego postradania zmysłów? Mam nawet krótkie wideo z tamtego miejsca, gdy akurat przejeżdżał pociąg. Nieopodal stoją domy. Zawsze wydawało mi się, że mieszkanie obok torów jest przyjemne. Gdy byłam mała i często nocowałam u siostry ciotecznej w mieście, czasem z oddali było słychać przejeżdżający pociąg. Lubię podróżować pociągiem, choć wsiadanie i wysiadanie do niego jest dla mnie stresujące i zawsze mam wątpliwości, czy wsiadłam do tego jadącego we właściwym kierunku. Pewnie dlatego, że pociągi lubią się spóźniać i wjeżdżać na nie swojego tory. Na szczęście nigdy nie znalazłam się w tej niekomfortowej sytuacji. Czemu więc od prawie dwóch tygodni myślę o tym, co się stało? Może dlatego, że tamtej nocy nie mogłam spać? To nie miało żadnego związku ze mną, ale miałam wtedy ciężki dzień i nie mogłam spać, a potem pomyślałam, że i ty mogłeś nie spać, bo to było prawie pod twoim domem. Dziwne myśleć o kimś, kogo twarzy nie widziało się nigdy w życiu. Dziwnie myśleć o kimś nieznajomym. Dziwnie mi próbować wczuć się w jej sytuację, w którą nawet nie powinnam spróbować się wczuć. Jak można wyjść z domu w zimną noc, w ciemny las i czekać na pociąg? Jak wielka obojętność i pustka muszą kryć się w sercu takiej osoby? Moje pytania nie są pytaniami kogoś, kto próbuje znaleźć odpowiedzieć, bo wiem, że takiej nie ma. Nie mam prawa wchodzić w czyjeś przeżycia, tym bardziej kogoś, kogo nigdy nie znałam. Mimo to zawsze poruszają mną takie historie, bo może moja własna historia życia mogła być jedną z nich. Ciemność jest przytłaczająca, dusi i nie liczy się z niczym. Może taka historia mogła być historią kogoś z grona moich znajomych. Przecież nie raz realnie bałam się o czyjeś życie i czułam okropną bezsilność. Czasem nadal mi przykro, że nie potrafię wiele zrobić dla moich znajomych. Czasem nawet nie potrafię dla nich być. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: “ Nie powinno się tracić nadziei dotyczącej wiecznego zbawienia osób, które odebrały sobie życie. Bóg, w sobie wiadomy sposób, może dać im możliwość zbawiennego żalu. Kościół modli się z za ludzi, którzy odebrali sobie życie.” Często myślę o tych słowach, pewnie najczęściej, gdy myślę o Jonghyunie. Chciałabym, aby wszystkie zagubione dusze, chociaż po śmierci nie błądziły w ciemności. Chciałabym, aby Wieczne Świtało ogrzało wszystkich.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz