Mam twardy orzech do zgryzienia, ale rozgryzę go nawet, jeśli miałabym połamać wszystkie zęby. Siedziałam przedwczoraj na czyimś łóżku i czekałam, próbując zebrać myśli i przekonać siebie, że potrzebuję się komuś zwierzyć, bo inaczej to coś, co nie pozwala mi spokojnie spać od tygodnia, niedługo pożre mnie całkowicie i chyba oszaleję. Jednak nie wiedziałam, od czego powinnam zacząć, więc zajrzałam do wiadomości na telefonie, aby sobie to jakoś poukładać i wtedy dotarło do mnie coś, co powinno dotrzeć dawno - powinnam się zamknąć. Zrobiło mi się okropnie głupio za te wszystkie wysłane wiadomości, prawdopodobnie przez ostatnie lata, aż miałam ochotę zadzwonić i przeprosić. Co byłoby równie bezsensowne. Dotarło do mnie, choć właściwie wiem to od zawsze, że jestem niezrównoważona emocjonalnie i mam skłonności do mieszania ludziom w głowie. Zawsze, gdy zbieram się w sobie, aby do kogoś napisać, robię to w moim przekonaniu racjonalnie, a potem, gdy wracam do tekstu po dłuższym czasie, zastanawiam się, czemu nie potrafię się po prostu zamknąć. I zawsze, zawsze to wszystko, o czym piszę brzmi bardzo egoistycznie, bo okazuje się, że nikt nie ma problemu poza mną, co świadczy tylko o tym, że nie jakiś problem należy rozwiązać, ale naprawić siebie. Od środowego wieczoru minęły zaledwie dwie doby, a już doszłam do wniosku, że w środę wieczór również powinnam odpuścić. Nie chcę, żeby z moich ciężkich nocy wyszło coś, co może okazać się za ciężkie dla wszystkich. Trochę się pomęczę, a potem wszystko minie. Przecież nie raz udowodniłam sobie, że potrafię zapomnieć. Stawiam sobie jedno podstawowe pytanie: czy chcę coś zmienić w tej sprawie? Niekoniecznie. Mój problem polega chyba tylko na tym, że kieruje mną ciekawość, która jest pierwszym stopniem do piekła, dlatego nie warto dalej brnąć w ten temat. Nikt nie chce przechodzić przez to od nowa. Ani ja, ani ty, wiemy, że nie warto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz