30.04.2019

1031.

Podzielenie się z kimś tą historią pomogło mi. Usłyszenie własnego głosu mówiącego o tym pomogło mi. Spojrzenie na tę sytuację z boku, pomogło mi. Pomogło mi to zrozumieć, że jestem psychopatką. Bycie psychopatą jednak nie wydało się na tyle poważne, aby wymagało poważnej interwencji. Wszystko brzmiało jak żart zakochanej nastolatki, którą nie jestem. Nie jestem ani nastolatką, ani nie jestem zakochana. Może mentalnie jestem nastolatką. Nie jestem za to zakochana. Chyba, że w tym, jak mu tam, tak, Lee Minhyuk. Bycie zakochanym romantycznie w kimś nierealnym jest bardzo przyjemne. Wszystko co realne sprawia, że prędzej czy później ściska mi żołądek ze stresu tak bardzo, że mam ochotę tylko umrzeć. Śmiałam się ze spokojem w sercu, tak jakby to wszystko nie miało wielkiego znaczenia, i nie ma, bo wszystko jest tylko w mojej wyobraźni. Tym samym pocieszyłam się, że jestem niegroźna dla otoczenia. Może właśnie dorastam, pomyślałyśmy, może wkrótce nastąpi ten ważny moment przejścia, coś we mnie pęknie i coś się zmieni. Czekam na taki moment od lat, może od chwili, w której uświadomiłam sobie, że coś jest ze mną nie tak i to coś musi zostać naprawione. Niestety, nigdy nie doszłam do tego, co to jest, ani jak to naprawić. (Może nie myślałabym o tym tyle i dała spokój temu całemu naprawianiu, gdyby realnie nie przeszkadzało mi to w swobodny oddychaniu.) Nie wiem, jak miałby wyglądać mój rytuał przejścia i czy byłabym w stanie go przejść. Kiedy na spokojnie pomyślę o tym wszystkim, nie czuję nic i nie wiem, jak to jest czegoś chcieć poza tym, aby to wszystko się skończyło. Patrzę na ludzi dookoła i nie rozumiem, jak można chcieć założyć rodzinę i mieć dzieci, jak to jest chcieć czegokolwiek, czegoś normalnego, i nie rozumiem czemu muszę myśleć o tym w odniesieniu do siebie i swoich braków, czemu myślę o tym wszystkim, co sprawia, że nie będę nigdy zdolna do takiego życia i okazuje się, że samo chcenie czegoś nie stwarza rzeczywistości. Przerasta mnie to i stresuje. Nie umiem inaczej, jak tylko uciec. Chcę, aby to wszystko zniknęło. Albo zniknie to, albo ja. Naprawdę nie ma innego wyjścia? Czy nigdy w mojej głowie nie ma innego wyjścia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz