7.04.2019

1028.

Chciałabym napisać, jak wielką duchową walkę toczę ze sobą, chyba już tysięczną w tym życiu, ale to nie prawda. Patrząc na to, że żyję dwadzieścia dziewięć lat i co drugi dzień się z czymś zmagam, tysiąc to za mało. Z przykrością patrzę w lustro i nie rozumiem. A potem jest mi jeszcze bardziej przykro, bo marudzę z tego powodu tygodniami, głównie mojej najdroższej K., która ma mnóstwo własnych zmartwień, i ogarnia mnie ogromne poczucie winy. Próbuję poukładać sobie mnóstwo rzeczy w głowie. Wraca do mnie wiele sytuacji, rozdzierają mój senny umysł jak ostry miecz, a na końcu i tak nie mogę znieść tego, że moje życie nie jest warte wiele, bo wszystkie moje wysiłki (w dodatku marne) sprowadzają się do tego, że nie zacznę żyć trochę bardziej normalnie, dopóki moja cera nie wróci do stanu sprzed pół roku. Przez dwa dni zyskałam 14 wrogów - tak policzyłam to dokładnie. Jeśli kogoś to ciekawi, to oczywiście, wstyd mi za to, że jestem taka płytka. W piątek oglądałam tę słynną "Pasję" (tak, po raz pierwszy raz w życiu), a dwa dni później moje całe życie znowu sprowadza się do bycia brzydulą - teraz już brzydulą z trądzikiem. Zastanówcie się przez chwilę i zestawcie te dwa obrazy, Chrystus we krwi i moje daremne płacze nad sobą. Śmierć niosąca tak wiele i moja nic nie znacząca twarz. To nie ma sensu, takie życie. Wyobraźcie sobie, że teraz moje wszystkie działania będą sprowadzać się do tego, aby odzyskać dawny wygląd i czy to nie bezsensowne tracić energię na coś tak głupiego, jeśli obok dzieją się prawdziwe wzruszenia i dramaty, ludzie upadają i powstają, rodzą się i umierają. Czemu będę codziennie patrzeć ze łzami bezsilności w oczach na swoje odbicie, jeśli to nie ma sensu? Nie ma sensu, ponieważ mojej twarzy i tak nikt nie chce już widzieć, więc co to za różnica jak wyglądam? Żadna, prawda? Więc czemu nie potrafię sobie tego przetłumaczyć? Naprawdę wierzę w takie kłamstwa jak to, że promienna cera i niższa waga sprawią, że wszystko w magiczny sposób zacznie działać i moje problemy przemienią się w sukces. Naprawdę powinnam spędzać długie godziny ma modlitwie, aby uwolnić się od tego, co zatruwa mi duszę. Chciałabym w piątek pojechać na drogę krzyżową, która odbędzie się na Majdanku. Chciałam to zrobić od zawsze, ale już zaczynają się problemy, bo weekendy mojego brata są ważniejsze. Ostatnio raz na kilka miesięcy mnie gdzieś zawiózł, więc drugi raz to jego "zawsze muszę dostosowywać się do waszych planów" i w tej sytuacji prawdopodobnie nie pojadę. Nagle okazuje się, że to nawet dobrze, że nie będę mogła pojechać, bo przecież łapię się na tym, że mam ukryte intencje dotyczące tej całej wyprawy, za które powinnam boleśnie stuknąć się w głowę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz