To będzie kolejny wpis, którego być nie powinno, bo powinnam być już poza tym wszystkim, ale postanowiłam, że będę próbować do momentu, w którym nie będzie już o czym pisać. Jak widać, to jeszcze nie dziś. Moje dwa ulubione tematy ostatnich dni - mój ojciec, kimkolwiek teraz jest, ale na pewno nie tym, kim powinien być i Ty, kimkolwiek teraz jesteś, ale na pewno nie tym, kim pozostajesz w mojej pamięci. Pojechałam dzisiaj na zakupy, musiałam wyjść z domu, aby nie patrzeć z żalem przez okno na słońce. Miałam chwilę czasu do otwarcia sklepów, więc poszłam do kościoła, gdzie klęknęła przed Najświętszym Sakramentem. Kilka łez pociekło mi po moich policzkach, choć nie płakałam. Wewnętrznie nie było mi smutno, nie czułam też jak wzbierają w moim ciele łzy. Po prostu coś skapnęło z moich oczu. Szukam odpowiedzi, której nie mogę znaleźć od tak dawna. Tracę rozum, na samą myśl, że mogę całe życie wracać do tej jednej osoby, a to nie ma sensu, ja to dobrze wiem, więc szukam ratunku w modlitwie, szukam rozwiązania, lub zapomnienia. Potrafię zrozumieć i przetłumaczyć sobie, że to nie ma sensu, że trzeba rzeczy oddzielić grubą kreską, a najlepiej drutami pod napięciem, a potem znowu tracę rozum. To zabawne, że dobrze wiem kiedy się zapędzam, a kiedy ma zdrowe podejście do sytuacji, a jednak chciałabym wyeliminować wszystkie zapędy, bo wpędza mnie to w poczucie winy. Nie tak dawno pomyślałam, że nie chcę, abyś stał się kimś, kto myśli już tylko w kategoriach pieniądza, kto rachuje opłacalność każdej znajomości, kto widzi w ludziach tylko szansę na wzbogacenie się. Zabolało mnie, gdy ten ktoś powiedział, że widok na to miasto i widok na pieniądze. Czy zabolało mnie, że to wygląda tak, jakby Twój ostatni kontakt ze mną był potraktowany czysto służbowo? Czemu w ogóle o tym myślę? To nie powinno zaprzątać moich myśli. Nie jesteś mi nic winien. To Twoje życie. Nie mam prawa oceniać Twoich wyborów w żaden sposób, a tym bardziej przez pryzmat swoim nieuporządkowanych uczuć. Kiedy usiądę na spokojnie i pomyślę o tym wszystkim, tych latach, to mam nadzieję, że znajdziesz to czego szukasz i się w tym nie zgubisz. Próbuję zaprzyjaźnić się z moim Aniołem Stróżem, ale nie sądzę, że mój namówił Twojego na nasze spotkanie. Bo patrząc na to, jak wszystko ułożyło się przez te trzy lata (niesamowite że nie widzieliśmy się aż tyle), nasze spotkanie mogłoby Ci zaszkodzić, bo przede mną jeszcze tyle pracy, tak dużo pracy... czasem jestem zmęczona. Czy mój Anioł Stróż wskaże mi drogę do mojego ojca? Myślałam ostatnio o związanych z nim wspomnieniach. Pierwsze, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w innym miejscu, miałam kilka lat i nie potrafiłam połknąć malutkich tabletek, bojąc się, że nie będę wstanie i zwyczajnie się udławię. Był na mnie zdenerwowany. Potem, gdy mieszkaliśmy już w bloku, obiecał że zabierze mnie i przyjaciółki nad wodę. Czekaliśmy na niego pół dnia, zjawił się, ale gorzki smak pozostał. Potem coraz bardziej zawodził i coraz więcej kłamał. Pamiętam jak pakował swoje rzeczy w złości w pudełka po kłótni z mamą, po tym jak miał się zmienić i zostać na zawsze, a potem postanowił odejść na zawsze. Raz przyrzekał na krzyż, który potem zawisł nad naszymi wejściowymi drzwiami, wisi tam do tej pory. Nie wiem, czy pamięta o tej przysiędze. Przeraża mnie, że można przyrzekać, a potem tak łatwo zerwać dane słowo. Moje kolejne wspomnienie i chyba ostatnie, to jego widok w naszym domu w zeszłym roku, a może nawet nie w naszym domu, a w kościele, gdy przystępował do Komunii Świętej. Mój ojciec był kiedyś innym człowiek niż jest teraz, ale nie wiem, kim jest teraz poza tym, że jest cierpiącym człowiekiem. Czasem przerasta mnie to wszystko, i on i Ty, a potem moja mama traci cierpliwość, gdy mój brat mówi jej, że ma problem z tym, że on chce wypić jakikolwiek alkohol w jakikolwiek wieczór. Potem nie mam twarzy, mam ranę. Czy kiedyś to się skończy? Czy mój umysł przestanie funkcjonować w destrukcyjny sposób? Czy kiedyś wygram? Realne życie jest trudne, a próbuję żyć coraz bardziej realnie i odkrywam o sobie wszystkie prawdy i boję się, boję się, że prawda mnie przytłoczy, a przecież prawda miała nas wyzwolić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz