Usiadłam znowu nad tymi nieszczęsnymi mailami, aby zająć myśli czymś innym niż zazwyczaj. A może usiadłam nad nimi, bo mi się nudzi? A może coś nie daje mi spokoju? Może zrozumiałam nagle, że naprawdę jestem dzieckiem uwięzionym w ciele kobiety i nie ma już na to żadnego rozwiązania? Może znowu nie daje mi to spokoju? Nienawidzę całego dorosłego świata i uciekam od niego jak najdalej. Myślę, że nikt mnie już nie dogoni. Naprawdę Cię lubię, tak zwyczajnie, po ludzku, przyzwyczaiłam się do Twojej obecności. Zaraz minie rok, od kiedy wygrzebałeś mojego maila i dzisiaj nie wiem, czy to powód do świętowania. Czytam swoje zdanie sprzed ponad 10 lat: “Myślę, że gdybym zaproponowała spotkanie ze mną, ono nie zmieniłoby nic w Twoim życiu. Nie mogę być na stałe w Twojej rzeczywistości, a Ty potrzebujesz kogoś na stałe. Mam rację?” Dzisiaj mogłabym napisać je od nowa, bo nie zmieniłam się wcale. Teraz poza życiem boli mnie też ciało. Dzisiaj nie jest najgorzej, więc mogę tu snuć swoje rozmyślania, a jednak od świąt, już zeszłorocznych, Bożego Narodzenia coś we mnie pękło i męczę się okropnie. Jak to się stało, że ominęła mnie dorosłość? Jak to się stało, że nie potrafię dorosnąć mentalnie? Jak to się stało, że nie jestem kobietą? Jak to się stało, że myśl o dorosłym życiu budzi we mnie strach, ale też obrzydzenie? Biorę głęboki wdech i wydech, jak zawsze, od lat nie mam żadnego innego rozwiązania. Powietrze jeszcze nic nie kosztuje na tym świecie, gdzie wszystko jest na sprzedaż. Szkoda, że dzieli nas cały światopogląd, czyli podstawy istnienia, może wtedy uwierzyłabym, że to wszystko jest po coś. Tymczasem wiem, że ktoś na końcu tej drogi będzie cierpiał. Na razie cierpię ja, na wszystkie możliwe sposoby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz