8.03.2026

1816. szkło

Pojechałam rowerem, nie swoim bo mój stoi bezużyteczny, od tygodnia nie znalazł się nikt, kto wymieniłby mi przebitą oponę, aż zastanawiam się, czemu nie nauczyłam się tego sama i znam odpowiedź - wujek ma narzędzia, które nam pożycza, ale zamknięte są w garażu, a wujka czasem trudno złapać. Wracając, pojechałam rowerem zamieść to cholerne szkło, a szło mi bardzo ciężko z tą małą zmiotką. Męczyłam się tak, gdy mijali mnie samochodami zdezorientowani kierowcy, aż wyszedł do mnie mężczyzna z głupim pytaniem, czemu zamiata to na jego posesję. Odpowiedziałam, że chodnik jest publiczny. Poza tym, nawet nie zamiatałam na chodnik, a na pobocze szosy, na chodnik się nie dało, bo był za wysoki. Przy chodniku był rów, wjazd na posesję, brama i dopiero dom. Nie potrafię bronić się w takich sytuacjach i jestem zła na siebie. Po co obcy ludzie się do mnie odzywają, gdy po prostu sobie oddycham i zajmuję się swoimi sprawami nikomu nie szkodząc. Od miesięcy to szkło tam leży i jakoś panu nie przeszkadzało mieć je przed swoją posesją, a teraz przeszkadza mu ktoś, kto przyjechał tu specjalnie w niedzielne popołudnie (aby uniknąć sznurków samochodów na tygodniu), pięć kilometrów od własnego domu i robi z siebie idiotę, bo nie chce zatrzymywać się za każdym razem, aby minąć to miejsce prowadząc rower chodnikiem. (Nie, nie będę wjeżdżać na ruchliwą ulicę za każdym razem, gdy mam idealnie wyznaczoną ścieżkę rowerową.) Patrzył się tak na mnie starszy pan z do połowy pełną butelką coca-coli i widocznie mu przeszkadzał. Dał mi dobrą radę, o którą nie prosiłam, abym zmiotła szkło na szufelkę i wyrzuciła do rowu. Odparłam, że nie mam na to czasu, że się ściemnia i nie będę tu stać do rana (tak, to szkło po butelce wódki było dosłownie rozbryzgane na dużym obszarze), że to nawet nie moje szkło, od tego są służby, ale nie będę też co tydzień wymieniać opony. Żałuję, że nie powiedziałam mu, aby dał mi po prostu spokój, a jeszcze bardziej żałuję, że w ogóle się odezwałam. Mogłam udać głuchoniemą. Czemu obchodziła go tam moja obecność. Nie byłam nawet blisko jego domu. Gdyby ktoś srał na środku drogi, nawet nie zwróciłabym na to uwagi. Co mnie obchodzą inni ludzie. Za dawanie dobrych rad można dostać w zęby od nie jednej osoby i jaka szkoda, że nie mogłam wymierzyć ciosu, ale wszyscy wiemy, że byłam na przegranej pozycji. Jeśli o zęby chodzi, ten obcy mężczyzna tak mnie zdenerwował, że z pewnością odczuję to po dzisiejszej nocy, właśnie na swoich zębach i stawie skroniowo-żuchwowym. I to chyba przygnębiło mnie najbardziej, Ci wszyscy ludzie nie mają pojęcia jak to jest przegrywać z samą sobą codziennie. Kładziesz się spać i nie masz kontroli i przegrywasz co noc, by żyć w nieustannym fizycznym bólu. Dla mnie to sprawa już dawno przegrana. Nigdy nie wrócę do normalnego życia nie mając nic więcej poza bólem. Już nawet nie pamiętam jak to jest być zdrowym. Każdy dzień jest czekaniem na wybawiający koniec. Niech to już się skończy. Im szybciej tym lepiej, dla wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz