11.04.2026

1819.

Siedziałam w kinie i coś we mnie pękło. Ale od początku. Kiedy miałam 19 lat otworzył się przede mną nieznany świat koreańskiego świata. Przez wiele lat nie było nikogo z kim mogłabym dzielić swoje zainteresowanie. Nie miałam możliwości, aby nauczyć się języka, bo nikt go wtedy nie uczył w tym miejscu, na końcu świata gdzie przyszło mi żyć. Pamiętam jak próbowałam uczyć się sama i jak wydało mi się to bezsensowne. Dzisiaj mam 35 lat, lada chwila 36, oglądam programy po koreańsku bez tłumaczenia, ale nadal nie potrafiłabym powiedzieć czegoś sama, a tym bardziej napisać. Dzisiaj siedziałam w kinie na seansie koncertu koreańskiego zespołu i myślałam o tym, że jestem uczestniczą zjawiska, które nie jest już tak nadzwyczajne jak dawniej. Pamiętam jak “katowałam” kilkuletnią S. teledyskami, a dzisiaj siedziałyśmy razem, ona lat 13, wielka fanka, której mama kupuje albumy. Moja wina, bycie fanem koreańskiego zespołu nigdy nie było tanie. Siedziałyśmy w kinie razem, ona, ja i mama, jej mama, nie moja, moja chyba nigdy nie była nawet w kinie. Sala nie była pełna, ale o dziwo można było wypatrzeć też osoby pod pięćdziesiątkę. Muzyka łączy pokolenia. Muzyka nie zna granic. Muzyka jest dla każdego. Banał. Ludzie nadal się śmieją  ze starszych osób słuchających muzyki, którą lubią, bo mogą, bo mają wybór, ale tylko w Polsce warto wyśmiać każdego, bo słucha jakiejś tam muzyki. Wracając, siedziałam w kinie, z koncertowymi zatyczkami do uszu, aby nie zniszczyć słuchu bardziej niż mam i patrzyłam myśląc o całym swoim życiu. Zespół jest w zbliżonym do mnie wieku, można powiedzieć, że dorastałam razem z nimi, ale przecież nie dorosłam. Pamiętam jak byli nikim na koreańskim rynku muzycznym, a teraz mają wszystko, choć to nie do końca prawda, bo nie znam im prywatnie, może im czegoś brakować, czegoś niematerialnego, nienamacalnego, nie wiem, ale dopuszczam taką sytuację. Siedziałam w tym kinie i przepłynęło mi przed oczami całe życie. Dotarły wszystkie straty i fakt, że straciłam wszystko. Ludzie przyszli się tu bawić, a do mnie dotarło, że nie mam nic w tym życiu i cudem uzbierałam to 80 złotych na koncert. Szaleństwo. A potem zrobiło mi się tak bardzo przykro, bo chciałabym pójść do teatru, do którego nie chodzę, ale dla Macieja Musiałowskiego warto, tak bardzo chciałabym zobaczyć kogoś ulubionego na żywo, ale jestem za biedna. Grają nawet w moje urodziny ale to nie musiałby być ten dzień. Bilet nie jest szalenie drogi, ale takie wyjście to nie tylko cena wstępu, to dojazd i posiłek, to może i nocleg albo noc na dworcu. I pytanie ważne, na które nikt nie zna odpowiedzi - czy nie ogarnie mnie wtedy ból fizyczny tak wielki, że będę musiała zrezygnować i przepadną pieniądze? Nie zrozumcie mnie źle. Dzisiaj świat był dla mnie łaskawy. Wstałam z minimalnym bólem. Nie miałam mdłości ani jadąc do, ani wracając szybko pędzącym samochodem. To był jak na razie jeden z najlepszych dni w tym roku, ale to nadal za mało, aby żyć. Jestem zepchnięta na margines społeczny przez swoją niemoc fizyczną. Jestem zepchnięta gdzieś na szary koniec i nie wiem, co zrobić, aby zrobić kilka kroków do przodu. Siedziałam w tym kinie i prawie zaczęłam płakać. Prawie, bo duże dziewczynki nie płaczą, nie w miejscach publicznych. Płakać już miałam ochotę jadąc szynobusem. Było tak dużo ludzi, że musiałam siedzieć obok starszej pani i naprzeciwko pary zakochanych nastolatków. Chłopak nosił aparat taki jak mój - nakładkowy. Mówił jej, że go podrażnia, więc ściągnął przy wszystkich widzach, a ona owinęła go w chusteczkę i schowała go do torebki. Obrzydliwe, a jednak czułe. Nie napiszę, gdzie moja dziewczyna z chusteczką, bo przecież mam orientację jedną, prawidłową, heteroseksualną, a jednak okazuje się, że nie ma we mnie nic, tym bardziej tego seksu. Płakać chciało mi się z zupełnie innego powodu, że nie mogę mieć takiego zwykłego życia, bo ono już przepadło w przeszłości. Jestem zbyt chora na takie coś, co w rzeczywistości mnie fascynuje, ale odpycha skutecznie. Nie płakałam w szynobusie, ani w kinie, ani teraz, gdy słucham piosenki, która wylosowała się automatycznie. Nie będę płakać, bo to nie ma sensu. I tak nie dorosnę do rzeczy tak wielkich jak życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz