Xavier Dolan w wieku 20 lat wyreżyserował film, do którego napisał
scenariusz, a nawet zagrał w nim główną rolę. Rok później powstał jego
drugi film wyprodukowany za własne pieniądze. (Oczywiście napisał
scenariusz, był reżyserem, zagrał jedną z głównych ról, zajął się
kostiumami, no i jeszcze wszystko zmontował.) Ma 169 cm wzrostu, jest
ciut wyższy ode mnie, i rok starszy. Został okrzyknięty geniuszem. Po
obejrzeniu „Zabiłem swoją matkę” wcale się nie dziwię. Nie powinnam
oglądać. Piękne ujęcia. Teraz myśl o nakręcenie filmiku na zaliczenie
powoduje u mnie chęć zmiany przedmiotu, czyli chęć nauki do egzaminu.
Zero we mnie optymizmu i sił twórczych. W najbliższych dniach dobiję się
filmem „Wyśnione miłości”. W sumie w tegoroczne wakacje oglądam wiele,
może za wiele. Nie mam nic do powiedzenia światu. Zawsze wolałam
obserwować świat innych, w książkach, filmach, nawet realnie. Tworzyć
coś z pustki na siłę… Nie kłamałam, mówiąc, że chcę, aby nam się udało,
ale mi już w życiu nic się nie uda. Mam zapisanych na kamerze
kilkanaście nagrań, z których nie da się stworzyć nic sensownego. Ot
kilka nic nie znaczących zabaw sprzętem. Myśli w głowie też niewiele.
Wszystko jest byle jakie. Boli mnie brzuch. Gdyby nie Dolan, pewnie nie
pojawiłabym się tu do końca miesiąca. Pierwszego sierpnia napisałam: jest już sierpień, jest już dobrze. Trzydziestego pierwszego sierpnia napisałabym: mija już sierpień, nie jest dobrze.
Czas jest niczym i odchodzi w nicość. Staram się jak mogę, by nie było
źle, więc spokój uważam za dobro. Reszta nie ma znaczenia. Dużo filmów,
tak, jeszcze więcej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz