24.08.2013

771. Ciągle tam stoję...

Ciągle tam stoję, nawet nie muszę zamykać oczu, by ujrzeć miejsce pełne obcych sylwetek. Widzę tylko zarys pleców; moje dwudziestominutowe spóźnienie ustawia mnie na końcu, jeszcze przed drzwi, jeszcze w przedsionku. Rejestruję obecność kilku postaci za mną, także spóźnionych, ale z czasem to nie ma znaczenia, bo jestem tylko ja i moje życie, myśli poplątane (gdy jesteś, drzewa nie targają się we mnie – G Musiał). Wejście w dzień, wyjście w nocy. Samotna podróż autobusami. Śpiew unoszący się ku górze wysokiego sufitu. Na policzkach zaschnięte łzy, których nie było wstyd wylać. Kolejny krok do przodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz