10.09.2014

826. kolor pistoletu był czerwony

Nie ściągam filmów z torrentów. Jednak mój brat ma zainstalowany program na swoim komputerze, choć obecnie go już nie używa. Mam tendencje do wynajdowania filmów (i książek), o których istnieniu nie wie nawet internet, a przynajmniej w wersjach językowych, którymi się posługuję. Nie pamiętam od jak dawna chciałam obejrzeć japoński film „Loved gun”, ale pamiętam, że po powrocie z Gdyni, przy braku innych możliwości, postanowiłam w tajemnicy przed bratem użyć programu zainstalowanego na jego komputerze. Na zakończenie procesu pobierania czekałam aż dwa miesiące, choć chyba powinnam napisać, że tylko dwa. Momentami traciłam nadzieję, zwłaszcza gdy przy 40 procentach wystąpił błąd i musiałam podjąć kolejną próbę. Na szczęście czekanie na film było warte tego czasu (rzadko mylę się przy wyborze czegoś do obejrzenia, nawet jeśli specjalnie oglądam coś słabego, nadal jest to ciekawy seans). Mimo to kolejny raz nie będę bawić się w torrentowe ściąganie. Jest coś smutnego w czekaniu miesiącami na obejrzenie filmu. Nie dość, że nie posiadamy gwarancji doczekania się, niespodziewanie dwugodzinny seans, w obliczu wcześniejszego długiego czasu oczekiwania, mija zbyt szybko. Nastaje nieokreślona pustka. W przyszłości z pewnością ponownie obejrzę „Loved gun”.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz