12.09.2014

827. Oddycham dla momentu...

Oddycham dla momentu, w którym ponownie wsiądę do pociągu. Gdybym mieszkała w mieście z koleją, używałam tego środka transportu, aby dostać się w dalsze rejony miejscowości. Nie wiem, czemu wolałabym zamienić autobus na pociąg, skoro w telewizji zawsze słyszy się narzekania na opóźnienia kursów i ogólne skargi na polską kolej. Stacje i perony w wielu miejscach wyglądają na opuszczone, smutne i brzydkie, a jednak odnajduję w nich urok. Dworce należą do miast, ale można też wyczuć tam powiew pustki i oddalenie od miejskiej przestrzeni. Patrząc na tory, myślę o samobójstwie. Nie swoim. Myślę o tych, którzy wybrali taki sposób na zakończenie życia i wydaje mi się jednym z najgorszych. Dźwięk mknącego po torach pociągu i przewijające się za oknem krajobrazy tworzą przyjemne połączenie. Z podróży do Jastarni pamiętam mnóstwo wiatraków rozsianych po polach. Z podróży do Gdańska pamiętam chłopaka, który siedział w innym przedziale, a jednak otwarte między przedziałami drzwi i fakt, że umiejscowił się tyłem do kierunku jazdy, sprawiły, że mogłam go bezkarnie obserwować. Był zmęczony. Patrzyłam na jego twarz z myślą, że widzę go pierwszy i ostatni raz w życiu. W niedzielę będę jechać tym samym pociągiem, co do Gdyni dwa miesiące temu, choć tym razem moja podróż będzie krótsza o 2/3 drogi. Znowu zamawiałam bilet przez internet i wylosowano dla mnie miejsce o tym samym numerku. Zupełnie nie wiem, czemu o tym wszystkim piszę. Kto rozwodzi się nad ponowną podróżą pociągiem? A jednak nadal oddycham tą chwilą, tak jak oddycham momentem, w którym wśród tłumu wypełniającego stację, odnajdę P. i uściskam serdecznie na powitanie. Potem przeżyjemy razem niemal dobę pełną niespodzianek, gdzie najważniejszy w tym wszystkim będzie wyraz „razem”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz