Oddycham dla momentu, w którym ponownie wsiądę do pociągu. Gdybym
mieszkała w mieście z koleją, używałam tego środka transportu, aby
dostać się w dalsze rejony miejscowości. Nie wiem, czemu wolałabym
zamienić autobus na pociąg, skoro w telewizji zawsze słyszy się
narzekania na opóźnienia kursów i ogólne skargi na polską kolej. Stacje i
perony w wielu miejscach wyglądają na opuszczone, smutne i brzydkie, a
jednak odnajduję w nich urok. Dworce należą do miast, ale można też
wyczuć tam powiew pustki i oddalenie od miejskiej przestrzeni. Patrząc
na tory, myślę o samobójstwie. Nie swoim. Myślę o tych, którzy wybrali
taki sposób na zakończenie życia i wydaje mi się jednym z najgorszych.
Dźwięk mknącego po torach pociągu i przewijające się za oknem krajobrazy
tworzą przyjemne połączenie. Z podróży do Jastarni pamiętam mnóstwo
wiatraków rozsianych po polach. Z podróży do Gdańska pamiętam chłopaka,
który siedział w innym przedziale, a jednak otwarte między przedziałami
drzwi i fakt, że umiejscowił się tyłem do kierunku jazdy, sprawiły, że
mogłam go bezkarnie obserwować. Był zmęczony. Patrzyłam na jego twarz z
myślą, że widzę go pierwszy i ostatni raz w życiu. W niedzielę będę
jechać tym samym pociągiem, co do Gdyni dwa miesiące temu, choć tym
razem moja podróż będzie krótsza o 2/3 drogi. Znowu zamawiałam bilet
przez internet i wylosowano dla mnie miejsce o tym samym numerku.
Zupełnie nie wiem, czemu o tym wszystkim piszę. Kto rozwodzi się nad
ponowną podróżą pociągiem? A jednak nadal oddycham tą chwilą, tak jak
oddycham momentem, w którym wśród tłumu wypełniającego stację, odnajdę
P. i uściskam serdecznie na powitanie. Potem przeżyjemy razem niemal
dobę pełną niespodzianek, gdzie najważniejszy w tym wszystkim będzie
wyraz „razem”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz