Są takie dni, w których chciałabym napisać tak wiele, a jednak im
bardziej chcę, tym mocniej wszystkie myśli plączą się ze sobą w bezsens.
Ostatnio wgrywałam pliki na swojego chomika, a gdy chciałam przenieść
jeden folder do innej grupy, zgubiłam gdzieś koncentrację i cały folder
przepadł, a wraz z nim archiwum mojego bloga z lat szkolnych. Teraz już
nikt nie uwierzy w moją przeszłość, o której znowu tak często nie myślę.
Momentami mam wrażenie, że urodziłam się dopiero w 2012 roku, a
przecież to absurdalne. Zadziwiające, że żyłam jeszcze w latach 90-tych
bez tych wszystkich technicznych nowinek, które z czasem przyczyniły się
do moich małych nieszczęść.
W dni takie jak ten, gdy nie potrafię rozplątać swoich myśli, przywołuję w pamięci wszystkie filmy, których zakończenia roztrzaskały mnie na kawałeczki. Są to zakończenia, które wkurzają, bo przecież to nie możliwe, aby koniec filmu nastał w takim momencie; wkurzają, bo wiemy, że jednak to najlepszy moment na koniec, o czym świadczy ścisk w sercu. Może ostatecznie nie są to arcydzieła, ale przez zakończenie stają się na swój sposób wyjątkowymi produkcjami. Przeszukując moją skromną listę 302 obejrzanych do tej pory filmów, ostatnio zawsze pierwszy do głowy przychodzi mi tytuł „Posępna noc”. Ugh, nawet nie chcę myśleć o tym, czemu akurat ten.
Dzisiaj mija tydzień od koncertu. Zadziwiające jak bardzo nierealne wydaje się urzeczywistnienie marzenia.
W dni takie jak ten, gdy nie potrafię rozplątać swoich myśli, przywołuję w pamięci wszystkie filmy, których zakończenia roztrzaskały mnie na kawałeczki. Są to zakończenia, które wkurzają, bo przecież to nie możliwe, aby koniec filmu nastał w takim momencie; wkurzają, bo wiemy, że jednak to najlepszy moment na koniec, o czym świadczy ścisk w sercu. Może ostatecznie nie są to arcydzieła, ale przez zakończenie stają się na swój sposób wyjątkowymi produkcjami. Przeszukując moją skromną listę 302 obejrzanych do tej pory filmów, ostatnio zawsze pierwszy do głowy przychodzi mi tytuł „Posępna noc”. Ugh, nawet nie chcę myśleć o tym, czemu akurat ten.
Dzisiaj mija tydzień od koncertu. Zadziwiające jak bardzo nierealne wydaje się urzeczywistnienie marzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz