Formalności
zostały dopełnione i tak oto mogę podzielić się dobrą nowiną, zostałam przyjęta
na pięciomiesięczny płatny staż; milionerem nie zostanę, ale w tym przypadku to
zupełnie nieważne. Potem dostanę do podpisania umowę o pracę na trzy miesiące,
chyba, że stwierdzą, iż jestem słabym pracownikiem, albo sama uznam się za
takowego. Następnie czeka mnie kolejna przygnębiająca zima, proszę, nie w domu.
Tak czy inaczej, wychodzi na to, że na najbliższe miesiące mam jakąś przyszłość,
no i swoją małą przygodę, bo tak traktuję każde niespodziewane zmiany w
rzeczywistości. Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądało moje życie przez najbliższe
miesiące. Wiem jedynie, że zapowiada się męczące lato, oby nie upalne, ale na
pewno będzie to czas lepszy od ostatnich sześciu miesięcy w depresji, stresie i
bez grosza przy duszy. Może w końcu zobaczę przyjaciół, a może niekoniecznie,
bo kiedy wszyscy będą cieszyć się wakacjami, długimi weekendami i świątecznymi
dniami, ja będę pracować, więc organizacja może być trudna, ale mam już za sobą
najdłuższe przymusowe wakacje w życiu, osiem miesięcy domowego aresztu i nie
chcę do tego wracać, najlepiej nigdy. Nie mogę uwierzyć, że w końcu coś ruszyło
do przodu po tych wszystkich trudnych dniach i nieprzespanych nocach. Na
wiadomość o tym, że mam szansę na pracę, rozpłakałam się jak dziecko, choć
ostatecznie nie potrafiłam odgadnąć, czemu naprawdę po moich policzkach
poleciały łzy. Czy to dlatego że nagle spadł mi kamień z serca (ach, chociaż jeden),
czy to dlatego że nagle otworzyło się przede mną nieznane, czy może to dlatego,
że na kolejne miesiące pozostanę w domu, nadal w tym samym pokoju, z którego chciałam
zniknąć latem? Nie wiem. To chyba nieważne. Łzy wysychają szybko. Ważne, że
życie w jednej chwili zaczęło się zmieniać i w tej sytuacji pozostaje mi
podpisać się pod słowami Marka Hłaski: Czasami nie chodzi o to, aby się zmieniło na lepsze. Najczęściej chodzi o to, aby zmieniło się cokolwiek. Zaczynam pierwszego kwietnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz