Po tym jak obeszłam dookoła budynek i zdecydowałam się na jedne
z drzwi wejściowych, które okazały się tymi właściwymi, moim oczom ukazało się
pomieszczenie pełne ludzi, a właściwie dwa, przedsionek i poczekalnia.
Nie napiszę, że ustawiłam się na końcu kolejki, bo ludzie byli rozproszeni, ale
wiadomo, że przypadło mi ostatnie miejsce. Znalazłam więc trochę wolnej
przestrzeni i oparłam plecy o ścianę, podziwiając brud i pajęczyny wijące się wkoło
oświetlenia nad drzwiami. Zerkałam też ukradkiem na zgromadzone osoby i próbowałam
rozeznać się w planie wnętrza budynku. Moje oczy wypatrzyły drzwi wejściowe do
gabinetu, lecz lekarz jeszcze się nie zjawił. Stałam tak oparta o ścianę dopóki
stojąca obok mnie dziewczyna nie zauważyła, że mój płaszcz i włosy pokryły się
białym pyłkiem, którym, jak się okazało, był tynk sypiący się z nierówno
zaszpachlowanej ściany. Kiepsko, ale z drugiej strony miałam pretekst, aby
zdjąć odzienie, w którym zaczynało robić mi się gorąco, i pozwolić sobie na
większą aktywność ruchową, która spada przy zbyt wielu potencjalnie wpatrujących
się we mnie parach oczu. Kilka minut później lekarz wkroczył do środka (na
pierwszy rzut oka wydał się w porządku, więc odetchnęłam w myślach z ulgą) i zrobiło
się luźniej. Kolejka posuwała się zadziwiająco szybko, choć z drugiej strony
nie było się czemu dziwić przy tego typu usługach.
Nagle okazało się, że mamy pierwszeństwo, bo jesteśmy młode i podobno
mamy
mniej czasu niż starsi, a do tego potrzebujemy szybkiego dopełnienia
formalności
w pokojach miejskiego urzędu. Weszłam jako pierwsza przedstawicielka
płci żeńskiej
i zostałam przywitana uściskiem dłoni oraz uśmiechem. Wręczyłam
skierowanie i ukradkiem
rzuciłam okiem na cały gabinet – moją uwagę przykuł oprawiony w ramkę
portret
doktora wykonany ołówkiem, zdjęcie USG leżące na biurku i liczby
wyświetlające
się na ciśnieniomierzu, choć nie potrafiłam ocenić prawidłowości (lub
jej braku)
pomiaru. Lekarz milczał wypisując dokumenty. Potem nastąpiło ekspresowe
(jako
że moje oczy są w dobrym stanie) sprawdzanie wzroku za pomocą
odczytywania
liter z tablicy i dwa wdechy z przyłożonym do piersi stetoskopem. Nawet
nie
musiałam ściągać sweterka. Kilka konkretnych pytań, kilka ruchów
długopisem po
kartce i kolejny uścisk dłoni, tym razem na pożegnanie. W międzyczasie
jeszcze
miła wymiana zdań, a na koniec szczere życzenia powodzenia. Nigdy nie
przypuszczałam, że wizyta u lekarza może być tak sympatyczna. Czy to się
nazywa
powołanie do zawodu? Potem skierowałam swoje kroki prosto do urzędu, by
odbyć
tam część mniej przyjemną, z kobietami konkretnymi, mówiącymi jedynie to
co
należy powiedzieć, podsuwającymi dokumenty do podpisania. Jak dobrze, że
po drodze
spotkałam kilka (nowych???) koleżanek, które w podobny sposób spędziły
przedpołudnie,
dzięki czemu czułam się pewniej, a może po prostu zapomniałam czym jest
niepewność, choć chyba po prostu było mi dobrze z myślą, że nagle
sytuacja stała się optymistyczna. W przeciągu najbliższych pięciu
miesięcy
będziemy widywać się nawet sześć razy w tygodniu, a ja zastanawiam się
kim będzie druga połowa, która do nas dołączy, i co przyniesie
tegoroczne lato bez wakacji, ale sześć miesięcy przymusowego urlopu
zdecydowanie było tragiczne, więc teraz, tak, teraz musi być inaczej.
Na razie powiedziałam o tym tylko jednej osobie, bo czekam aż pierwszy dzień będzie za mną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz