Wymyślam dla nich historie, tak napisałam wcześniej, tę historię również
wymyśliłam, bo dzisiaj piszczy mi w uszach wyjątkowo głośno, tak, że
już nie mogę, że znowu chcę umrzeć, że znowu wszystko jest tak żałosne i
trudne i nie wiem co ze sobą zrobić. Tamtej nocy usłyszałam kilka
komplementów i znowu pomyślałam, że życie ze mnie żartuje udając, że coś
się zmieniło. Pamiętam, że siedziałam na podłodze, pewnie na rogu, ale
stolik był okrągły, więc moje zapowiadające się staropanieństwo nie
zostało nawet wspomniane, a obok mnie ludzie, dużo ludzi, z lewej, z
prawej, na wprost, pamiętam wszystkie twarze, w większości młodsze ode
mnie, mające jeszcze przed sobą dobrą przyszłość, życzę im tego. Nagle
pojawiłeś się Ty, krążący między dołem a górą byłeś dla wszystkich,
byłeś trochę inny kiedy jesteś ze mną sam na sam, mogę sobie wyobrazić,
że moja obecność bywała nudna, że moja cisza mogła Cię męczyć, że mój
smutek mógłby Cię zabić, gdybyś tylko kiedyś podszedł bliżej. Stałeś na
przeciw mnie, za tym małym okrągłym stolikiem, podczas gdy ja nadal
siedziałam na podłodze zupełnie zadziwiona tym, że czuję się komfortowo
wśród tylu obcych ludzi. Opowiadałeś o czymś, znowu przykułeś uwagę
wszystkich, nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale jesteś duszą
towarzystwa. Błądziłam wzrokiem po pomieszczeniu, byłam szczęśliwa, że
należę do grona Twoich znajomych, choć czasem wydaje mi się to
nierealne, możliwe że masz podobne przemyślenia, oboje wiemy, że dziwni z
nas znajomi, ale przez to chyba ciekawi, a potem odnalazłam Twój wzrok,
a może Ty mój (czy to ważne?), i uśmiechnąłeś się do mnie, a ja odwzajemniłam ten uśmiech. Mam
nadzieję, choć pewnie to nieprawda, że w tamtym momencie ucieszyłeś
się, że jestem i że chociaż na moment nie żałowaliśmy przeszłości, i że
Ty wiesz i ja wiem, że żaden zbieg okoliczności nigdy nie był
przypadkiem, i mam nadzieję, że pozostaniemy dobrymi znajomymi już na
zawsze, w naszych sercach, nawet jeśli któregoś dnia znowu znikniemy ze
swojego pola widzenia. Bo to przypadłość znajomych, odchodzą bez
pożegnań, nie mówią „zrywam z Tobą”, mówią „jestem zajęty”, „nie mam
czasu”, ale takie bywa dorosłe życie, nie ma sensu dyskutować z prawami.
Cieszę się, że poświęciłeś mi tyle czasu, tych kilka chwil w ciągu
siedmiu lat (czy tyle się już znamy?) i przepraszam, że nie mogłam być
częściej; w innym życiu wszystko byłoby lepsze, tak mi się wydaje, ale
mamy tylko to co jest, i nigdy nie było nam po drodze, bo moje drogi
prowadzą donikąd. Staję się sentymentalna czy nostalgiczna, nie wiem,
czasem mam wrażenie, że moje ciało pokona mnie z dnia na dzień i nie
zostanie już nic, nawet tych kilka niewypowiedzianych ważnych snów, więc
niech będzie ta bajka na dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz