8.11.2016

906.

Martwię się. Martwię się o ciebie i siebie i tysiące rzeczy, o które nie powinnam się martwić. Martwię się, że podejrzenie o ukryte kłamstwo zacznie niszczyć naszą i tak skomplikowaną relację, ale zachowujesz się niepokojąco dziwnie. Martwię się, że jednak wszystko jest prawdą i tylko prawdą i chyba to jeszcze gorsze, bo sypiesz się razem z kolejnymi ciosami, które wymierza w ciebie życie. Martwię się o A., o jej zdrowie, o to, że że ciągle coś mi umyka, że skrawki informacji tak naprawdę sprawiają, że ostatecznie nie wiem nic, a tak bardzo nie lubię ciągnąć ludzi za język, jeśli zamykają przede mną swoje drzwi. Martwię się o P., która podróżuje sama po Nowej Zelandii, łapiąc piękne jak i przykre wspomnienia, bo przecież po drodze każdy może ją skrzywdzić. Martwię się o E., która dzisiaj stresuje się wyjątkowo mocno, jakby z tego stresu na końcu miały pozostać tylko przykry wieczór i morze łez. Martwię się o Ł., który co roku poddaje się jesiennej chandrze, choć wiem, że to nie tylko pora roku tak przygniata. Martwię się o tych, od których nie mam już wieści. Na pewno mają swoje zmartwienia, które pozostają milczeniem. Na końcu martwię się o siebie. Nie martwię się o nie najlepsze zdrowie i wyniki badań. Martwię się, że nie dam rady przejść gastroskopii i kolonoskopii i nie zostanę nawet swoim własnym bohaterem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz