Obejrzałam film. “Człowiek który śpi.” Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to mój osobisty monolog. Jestem jednocześnie bohaterem i głosem kobiety, która opisuje los bohatera. Jestem trochę przybita. Film na podstawie książki. Mam wrażenie, że na podstawie książki, którą napisałam ja, ale nie, to przecież nierealne, autorem jest już ktoś inny. Ktoś wspomniał, że to wędrówka po depresji. Ale nie, przecież nie mam depresji. Więc co mam? Ach, na pewno to jedno pragnienie. “Niczego nie chcieć. Czekać, aby nie było już na co czekać.” Nie czekać na nasze spotkanie, na odwiedziny znajomych z innych miast, na lepszą pracę, na lepsze zdrowie. Nie czekać na te wszystkie rzeczy, które mają się wydarzyć, a nie wydarzą się nigdy. Nie czekać aż minie zima, aż nastanie piątek, aż mnie przytulisz. Nie czekać na widok waszych uśmiechniętych twarzy. Nie czekać aż waga pokaże niższą liczbę. Nie czekać aż wytłumaczysz mi dlaczego kłamałeś. Nie czekać na przesyłkę. Nie czekać na widok morza. Nie czekać na sen i na poranek. Nie czekać na porę posiłku. Nie czekać aż pragnienie ugasi szklanka wody. Nie czekać. Jak dobrze byłoby na nic nie czekać i to okropne, że człowiek zawsze na coś czeka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz