Niesamowite,
nadal chcą karmić mnie tabletkami, ale nie, mam dość, nie wykupuję przepisanej recepty.
Wezmę opakowanie, które dostałam poprzednim razem w aptece nadprogramowo, bo
kobieta źle odczytała receptę i wystarczy. Wezmę dawkę o połowę mniejszą niż przepisana
(choć w ulotce prawidłowa), o połowę krócej niż powinnam. Nie wiem, może lekarz
się pomylił. Po co mam brać (silne) leki, jeśli nie miałam wrzodów, tylko miejscowe
zapalenie żołądka? Po co brać leki na coś, co powinno zniknąć wraz z pozbyciem się
bakterii, czyli przyczyny stanu zapalnego. Czy naprawdę muszę zahamować
wydzielanie kwasu solnego w żołądku, aby naprawić błonę śluzową? Od długotrwałego
pantoprazolu namnażają się bakterie w przewodzie pokarmowym, nie wchłania witamina
b12, i mój brzuch, normalnie jestem gruba, ale czy muszę wyglądać na jeszcze
grubszą. Najbardziej w skutkach ubocznych bawi mnie złamanie kręgosłupa, ale
takie szaleństwo tylko przy długotrwałym zażywaniu. Nie zapomnijmy też o tym, że wszystkie leki mogą przynieść depresję, jakby życie nie było wystarczająco dobijające. Mi po każdych lekach strzelają
kości, więc cóż, może i strzeli mi kręgosłup. Czy jestem mądrzejsza od lekarza?
Oczywiście, że nie, ale nie mogę znieść tego wszystkiego, a tym bardziej znieść
nie mogę faktu, że jeszcze nie rzuciłam tego w cholerę, tych wizyt, jedzenia i
że nie wyszłam z domu jak nasz kot, że ślad po mnie nie zaginął. Jestem
wariatką, nieuleczalnie piszczy mi w uszach, mam mroczki przed oczami, również nieuleczalne, i wydaje mi się, że mój
żołądek gnije. Na dodatek wygląda na to, że ludzie mnie regularnie okłamują,
nie wiem, może dla mojego dobra, albo cholera wie jaki jest ich powód. Rozmawiam więc z nieznajomymi na czatach, żeby być okłamywaną jeszcze bardziej i okłamywać innych tak samo. Dopóki nie łapię się na tym, że nie potrafię kłamać. Jakie to wszystko żałosne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz