Znowu wracam do tamtego miejsca, jakby wszystko zaczęło się wtedy i tam, choć to nieprawda. Wyszłam na taras, bo było mi słabo i niedobrze, bo zapomniałam, że wódki nie popija się colą, ani innymi gazowanymi napojami. W sumie miałam wtedy bakterię w żołądku (o czym jeszcze nie wiedziałam), więc nie mogłam czuć się dobrze. Nie pamiętam, czy od początku był tam ktoś ze mną, czy może najpierw byłam sama, ale trochę trzęsłam się z chłodu, a trochę ze złego samopoczucia. Wiem, że siedziałeś po drugiej stronie i zadawałeś pytania, a ja tak bardzo chciałam odpowiedzieć na wszystkie sensownie, ale w tamtym momencie zabrakło mi sensu. Poszłam tam rozmawiać z ludźmi, a gdy miałam okazję, przepadło. Ile takich szans zmarnowałam? Kiedy pomyślę o tym tłumie, to było siedem miesięcy temu, w lipcową noc, więc czemu wybrałam ciebie z całego towarzystwa właśnie teraz, mroźną zimą, kiedy jestem zmęczona czekaniem. Jesteś jak klucz do jego tajemnic. Rozmawiając z tobą, zrozumiałabym lepiej jego, choć przecież to tylko wymysł mojej wyobraźni i na pewno tak to nie działa. Chciałabym być waszym kumplem, jeść letnimi wieczorami tłuste frytki z pikantnym keczupem i popijać wszystko zimnym piwem, a potem czuć mdłości od nadmiaru szczęścia. Nic się nie zmieniło. Nadal nienawidzę spotykać ludzi jeden raz na całe życie i nadal nienawidzę momentu, w którym chciałabym zmienić kilka minut z przeszłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz