Myślę już o zakończeniu roku. Cały rok myślę o zakończeniu roku. Wypatruję zakończenia, jakby to miało zmienić cokolwiek; jakbym pierwszego stycznia miała zostać magicznie przeniesiona do innej czasoprzestrzeni. Nie potrafię policzyć, jak długo już czekam, choć nie czekam zawsze, czasem myślę wręcz gorączkowo nad rozwiązaniem tej jednej zagadki. W tym roku chyba najbardziej szkoda było mi mijającego lata, bo pomyślałam, och, ostatni raz w letniej sukience widzieliście mnie tak dawno, wtedy na pewno byłam kimś innym; szkoda, że i w tym widzieliście mnie tylko na zdjęciach. Można powiedzieć, że nie wydarzyło się nic wielkiego i przez to ten rok był ciężki. Ciężko było mieć świadomość, że jest tyle rzeczy, na które nie mam wpływu, że od myślenia rozbolała mnie głowa, zbyt wiele razy. Okropnie mieć świadomość, że tylko czas jest naszym sprzymierzeńcem, a potem dowiedzieć się, że czas działa na naszą niekorzyść. Ilość tabletek przeciwbólowych, jaką wzięłam w tym roku przekracza moje dotychczasowe normy. Myślę, że w pewnym momencie głowa bolała mnie już od stresu. Nie potrafiłam zmienić w tym roku pracy, więc idąc za myślą, że lepiej być nieszczęśliwym z pieniędzmi, niż nieszczęśliwym bez grosza przy duszy, postanowiłam zostać w tej, mimo że bycie tam jest dla mnie trudne, a czasem nawet trochę niszczące. Nie chcę tego wyliczać na palcach. Ostatecznie to tylko i wyłącznie moja wina, i tego, jakie mam problemy ze sobą. Normalni ludzie normalnie tam funkcjonują. Moim celem, który ciągle jest daleko, jest nie tyle chęć stania się lepszym człowiekiem, ale stanie się tą wersją siebie, którą powinnam być zanim spotykało mnie wszystko to, co spotkać nie powinno, a zmieniło na gorsze. Godzę się jednak z faktem, że niektóre rzeczy zawsze będą mnie dręczyć, ponieważ wsiąknęły we mnie tak bardzo, że nie potrafię nawet wyobrazić sobie siebie, że myślę inaczej. Wydaje mi się to wręcz nierealne, jakby mój umysł nie potrafił zobrazować innego scenariusza. Wiele osób dało mi do zrozumienia, że jestem winna temu, że jestem tu gdzie jestem i nie potrafię nic z tym zrobić. I wiecie co, święta prawda, przecież gdybym wiedziała co zrobić, to bym to zrobiła. Nikt nie widzi, że mam gdzieś poważny problem, który sprawiał, że w tym roku ciągnęłam się nad przepaść zbyt często. Zbyt często też narzucałam się innym osobom. I nawiedzę słyszeć, że nikt nie lubi nie uśmiechniętych osób, więc przykładowo moje konto na instagramie zawiera tylko uśmiechnięte zdjęcie mnie. Im większy uśmiech, tym bardziej mnie boli, że ludzie w realnym świecie pojawiają się przede mną wtedy, gdy mam ciężki czas. A przecież nie mam ciężkiego nieustannie, to oni źle trafiają i rozumie, ja to rozumiem, czemu nie szukają ze mną kontaktu. Często myślałam, że nie dożyję trzydziestu lat i wprawdzie jeszcze trzy miesiące tego roku, a do moich urodzin aż dziewięć, to i tak myślę, że prędzej może umrzeć mój ojciec niż ja. Jest to oczywiście spojrzenie czysto ludzkie, zakładające, że ludzie chorzy umierają szybciej od zdrowych, co prawdą nie jest. Śmiałam się z K., że najlepsza rzecz w tym roku to “wspólne” oglądanie chińskiej dramy i właściwie to chyba nic więcej nie dało mi tyle dziecięcej radości. Nie wiem, czemu zebrało mi się na podsumowanie roku tak wcześnie. Może dlatego, że oznaczyłam cię jako sprawę przegraną i nie chcę już czekać te trzy miesiące, jestem zmęczona myśleniem o tym i wkurza mnie, że nie przestanę myślę o tym jeszcze długo, a może nawet nigdy. I tylko czasem, gdy zmuszam się do snu (moja fikcyjna ucieczka w bezsenność trwa cały czas), zdarza się, że zaczynam płakać przed snem nad całym swoim życiem, by za dnia ze spokojem stwierdzić, że może jeszcze trochę chce mi się żyć. Tylko nie pamiętam jak być żywą wśród ludzi. Czasem ogarnia mnie ogromna chęć poproszenia kogoś o spotkanie, nawet obcą osobę, tylko żebym wróciła do życia. Chcę być jak inni ludzie, żyć bez tych wszystkich irracjonalnych lęków, spędzić z kimś miło czas bez poważnych rozmów o życiu, ale nie, nie mam odwagi zabierać komuś cennego czasu. Nie mam odwagi rozmawiać z ludźmi. Proszę, zabierz mnie nad morze, może to mnie uzdrowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz