18.10.2019

1051.

Całkiem niedawno, bo kilka dni temu obwieściłam, że chciałabym zniknąć z tego miejsca, ale już dzisiaj pomyślałam, że nie mogę, bo to jedyne miejsce, gdzie mogę być obrzydliwie szczera, mając wrażenie, że obędzie się to bez przypadkowych ofiar. To jak mój mały gabinet, gdzie leżę na kozetce i piszę o wszystkim, co wpadnie do myśli, nawet jeśli nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości, bo te myśli plączą się ze sobą. Mimo to dopiszę ten historię do końca, bo jej koniec kiedyś nastąpi. Opiszę tutaj, aby to była przestroga dla innych, aby próbowali szukać rozwiązania, aby mówili o sprawach dręczących, aby nie bali się szukać pomocy. Czasem jest za późno i nie chodzi wcale o śmierć tej młodej dziewczyny. Chodzi o to, że czasem tak zaplączemy się w sobie, że nie widzimy możliwości wyjścia. Do jej śmierci przyłożyło rękę społeczeństwo. Moje problemy są wyłącznie wymysłem wyobraźni. To był ciężki tydzień. Nie potrafiłam położyć się spać o przyzwoitej godzinie, a potem nie mogłam pozbyć się senności w ciągu dnia. We wtorek wróciłam z pracy, rzuciłam wszystko i wybrałam się przejażdżkę rowerową. Bardzo mi to pomogło, ale nie na długo. Kiedy włączyłam wi-fi, rozbrzmiała informacja o nowych wiadomościach. Oprócz stały imion zauważalnym “nowe”, choć znajome. W pierwszej chwili nie wiedziałam co ze sobą zrobić, teraz przypomina mi się głupi cytat, że Bóg wysłuchuje nasze prośby, ale nie zawsze tak, jakbyśmy tego chcieli. Wychodzi na to, że ani ja Tobie nie pomogę, ani Ty mi. Czekałam tak długo na podobną wiadomość, że teraz poddaje wątpliwości każde jej zdanie. Niezależnie jak na to spojrzę, nie potrafię zdrowo i racjonalne oceni tej całej sytuacji. Jeśli to burzy mój spokój i miesza aż tak w głowie, to gorączkowo myślę o tym jak zrobić, aby znaleźć się w świecie, w którym to wszystko nigdy się nie wydarzyło. Ale taki świat nie istnieje. Mógłby zaistnieć tylko wtedy, gdybym mnie na nim nie było. Przecież to ja wprawiałam w ruch świat te dziesięć lat temu. Nie wiem, czemu zależy mi na tym spotkaniu, jeśli myśl o nim wpędza mnie w “chorobę”. Może mam w sobie dziwne przekonanie, że powinnam przeprosić, osobiście, za to wszystko, a potem... Potem niech dzieje się co chce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz