22.10.2019

1052.

Lubię wracać do siebie, do tego racjonalnego stanu, w którym emocje opadają. Nie lubię jednak mieć świadomości, że znowu, ZNOWU, zamiast myśleć logicznie pozwoliłam opętać się nieuporządkowanym emocjom i przeszłości. Lubię być uspokojona przez proste wiadomości. Lubię jak ktoś, z kim od dawna próbowałam złapać kontakt nagle ten kontakt nawiązuje. Lubię mieć wrażenie, że nic się nie stało, że wcale nie dręczyło mnie to wszystko i znowu jesteśmy całkiem normalnymi znajomymi, którzy owszem, mają swoje niezależne życia, ale nadal potrafią zboczyć z własnych ścieżek, aby spotkać się w połowie drogi. Tutaj rodzi się jednak poważny dylemat. Podczas takiego spotkania wszystko to, co mnie męczyło i o czym chciałam porozmawiać zniknie. Zawsze cieszę się tak bardzo ze spotkań, że nie mam serca psuć ich swoimi rozterkami. Bo tak naprawdę bardziej rozumiem tę ciszę niż może się wydawać i wiem, że ona nie ma ze mną nic wspólnego. To tylko mój smutny umysł pogrąża się jeszcze bardziej w przykrych myślach. Mimo tego mam świadomość, że jeśli nie poruszę choć części tematów, które dręczą mnie od dawna, to gdy rozejdziemy się do własnych żyć, a moja radość z samego faktu spotkania rozpłynie się wraz z kolejnym urojeniem, znowu to mnie dopadnie. Niewypowiedziane nigdy słowa znowu zaczną wracać i po raz kolejny w swojej głowie będę przerabiać ten sam scenariusz. Czy jest jakiś inny sposób na odcięcie się od czegoś niż całkowita dożywotnia ucieczka lub podzielenie się przemyśleniami z nadzieją, że wypowiedziane słowa już nie będą tak zaprzątać myśli? Mimo wszystko na końcu uważam, że nikt nie zasługuje na to, aby dźwigać cudze problemy, jeśli dwóch osób nie łączy nic poza znajomością. Od naprawiania problemów są specjaliści. Nie mogę wyrzucić z siebie wszystkiego, a potem zostawić kogoś z moimi problemem, bo wiem, że to będzie też problem dla drugiej osoby. Masz za dużo na głowie, starasz się zmienić swoje życie...Chcę wspierać moich znajomych w zmianach i przemianach, jeśli wiodą ku dobremu. Więc co powinnam zrobić? Jak to rozegrać? Ile powiedzieć, a ile przemilczeć dla dobra wszystkich? Jak mam mówić ludziom o tym, że mam problem jednocześnie nie brzmiąc, jakby byli moją ostatnią deską ratunku? To wszystko jest trudne i głupie, dlatego trudno mi i głupio.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz