“Cierpienie neurotyczne, czyli takie, które sami sobie zadajemy. Osoba cierpi na własne życzenie i o tym nie wie. Myśli o tym (o danej sytuacji) codziennie z premedytacją po wielokroć, to jest cierpienie, które ona sobie tworzy.” Wyrwane słowa z konferencji "Mądre życie" na temat psychoterapii. Uderza mnie, że mój blog to zapis właśnie tego, co sobie robię. Od lat dręczę się też cierpieniem wymyślonym. Czasem chciałabym wiedzieć, czy to, co mnie dopada wymaga też leczenia farmakologicznego, ale jeśli kiedyś myślałam, że tak jest, to tamta ja nie jest teraźniejszą mną, więc częściej wydaje mi się, że poza typowym spadkiem nastrój w dni kobiece i nieumiejętnością reagowania na sytuacje trudne, dawałam sobie na własne życzenie. Dzisiaj myślę o tym szczególnie, zwłaszcza, że historia się powtarza. Tym razem nie moja. Z biegiem lat w jakiś sposób przyzwyczaiłam się, że niektórzy są po prostu nieszczęśliwi i nie można wiele z tym zrobić, kiedy nie otrzymają pomocy, ani nie nauczą się o nią prosić, albo samemu zatroszczyć. Tymczasem męska część mojej rodziny ma w sobie silną chęć ucieczki przed trudnościami. Kiedy ja siedzę w czymś i cierpię, bo choć bardzo chcę zmiany sytuacji to nie potrafię jej zmienić, mężczyźni od razu muszą tu i teraz zrezygnować. Czy dlatego mój ojciec wybrał życie bez nas, bo w tamtym momencie myśl o przyszłości z nami wydała się tak okropnie unieszczęśliwiająca? Czy dlatego mój brat po miesiącu zrezygnował kiedyś z pracy z zagranicą, bo nie mógł tam wytrzymać i nawet fakt, że potrzebuje pieniędzy go nie przekonał? Czy dlatego mój najmłodszy brat po tygodniu chce rzucić studia, choć realnie nie dzieje mu się tam żadna krzywda ? Czy to jest w nas, przekazywane z pokolenia na pokolenie, irracjonalne cierpienie związane z myśleniem o przyszłości? I właściwie czemu moja matka nigdy nie zrezygnowała, choć miała realne powody, aby poddać się. I dlaczego ja jeszcze nie zrezygnowałam, choć mój pogrzeb odbywa się raz na tydzień? Ciężkie to wszystkie. Czasem chciałabym, aby ktoś naprawił naszą rodzinę, od podstaw nauczył nas jak żyć, aby mniej bolało. Często myślę o słowach z pewnego filmu “Mam nadzieję, że rośnie wolny i szczęśliwy, bo on jeden może cieszyć się życiem, moja Giuliano. Choć jeden musi…” i wiem, że u nas nawet ten jeden nie będzie, choć chciałabym się pomylić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz