7.01.2020

1067.

Chciałam przysiąść i napisać długi wpis o tym, jak niemoralnie postąpiłam i jak spędza mi to sen z powiek, ale odreagowałam już na swojej twarzy. Myślę, że pod tym względem nie ma dla mnie ratunku, ratunku dla osoby, która nie ma nikogo, kto pomógłby jej realnie poukładać od lat skłębione myśli. Pięknie zaczyna się ten roku. Ale tak naprawdę nic nie jest u mnie oddzielone etapami, życie jest jednym ciągiem upadków. Nie ważne który mamy rok, miesiąc, dzień, ciągle przegrywam ze sobą. Wczoraj kładłam się spać tak zestresowana, że nie widziałam innego wyjścia jak umrzeć tu i teraz, bo już dłużej nie wytrzymam nieustannie powtarzających się błędów i zagubienia. Dzisiaj dzień w pracy też był ciężki, jak zawsze, ciężki ze sobą samą, a potem ta nieszczęsna twarz. Ciągle pilnuję się, aby nie zwariować do reszty od tych wszystkich fobii, ale nie wiem, jak długo można żyć z tak niespokojnym umysłem. Na końcu tęsknię za życiem, którego nigdy dla mnie nie będzie. W wyobraźni tworzę świat, w którym jest pięknie. A potem i to odchorowuję. Nie pozostała już ani jedna normalna, zdrowa, dobra rzecz w moim życiu. Nawet i Ty odwróciłeś się ode mnie, choć i to jest wyłącznie moimi niespokojnymi myślami, moim nieracjonalnym wyrzutem, który hamuję z poczuciem winy, bo przecież tak jak inni nie widzą mnie, tak ja nie widzę jak bardzo się starasz i najważniejsze, zawsze było dla mnie najważniejsze, aby moi znajomi znaleźli w życiu to czego pragnęli, nawet jeśli nie ma już mnie w tym krajobrazie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz