29.01.2020

1070.

Mam opryszczkę, która automatycznie zaczęła pojawiać się z momentem osiągnięcia maksymalnego poziomu stresu w organizmie. Dosłownie. Zaczęłam tak okropnie płakać, bo przerosło mnie to wszystko, co mnie spotyka, co się wydarza, co jest i czego nie rozumiem, że kilka minut później poczułam ból w kąciku ust. Pomyślałam, że przez pogodę mam przesuszone usta i robi mi się pęknięcie, które odpowiednio nasmarowane zniknie po przebudzeniu ale nie, dzisiaj już wiem, że wygląda to dużo gorzej. Na co dzień biorę witaminy, jakieś, może nie mam fantastycznej odporności, ale bez przesady, żeby opryszczka. Ojciec oddał nam swoje suplementy diety, tran, jakiś super leczniczy bo super drogi, z chęcią łyknęłam. Mam nadzieję, że zniknie szybko. Może jeszcze nie przez dzisiejszą noc, ale wystarczająco szybko, bo to wygląda obrzydliwie i jak dobrze, że na co dzień siedzę w piwnicy z dala od oczu świata. Jest tyle rzeczy, które spędzają mi sen z powiek, ale wierzę, że to wszystko, co muszę poukładać w głowie i przetrawić jest tylko po to, abym na końcu była wolna. Chyba, że wcześniej zwariuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz