19.01.2020

1069.

Mój ojciec umiera? Ile razy napisałam to na tym blogu, ile czasu minęło od mojego takiego ostatniego stwierdzenia? Dzisiaj poprosił o wezwanie księdza. Mojej mamie włączył się “mood” niepokoju. Można powiedzieć, że to jest prawdziwa miłość, która wybacza wszystko, i chce pomóc przejść na tamten świat bez bólu, ale nie, to nie jest miłość, to jest dla mnie coś niezrozumiałego, ale widzę, że podszytego strachem i przyszłym poczuciem winy, że nie zrobiło się wszystkiego. Nie widziałam ojca kilka tygodni, a może miesięcy, nie wiem, jestem poza tym wszystkim. Jak umrze, przejdą na nas jego długi, których oczywiście będziemy mogli się zrzec. Ale czy to nie zabawne, że długiem są alimenty, które dostawaliśmy, więc wyszłoby, że musielibyśmy oddawać pieniądze państwu, które wcześniej tak “łaskawie” nam dało. Nie potrafię odnaleźć się w tej sytuacji, bo oczywiście wszystko sprowadzam do siebie. Nie wiem, jak dostanę wolne w pracy bez powiedzenia, że potrzebuję na pogrzeb. Nie wiem, jak pójdę na ten pogrzeb, bo to jak pójście na pogrzeb kogoś obcego, ale musisz siedzieć w pierwszym rzędzie i być na widoku, bo to mimo wszystko twój ojciec. Nie wiem. Myślę o tym, że obecnie cierpi tak bardzo, że taka pokuta za to wszystko, do czego doprowadziły jego wybory życiowe jest wystarczająca. Nie wiem, jak długo jeszcze będzie musiał tak cierpieć. Tylko dzisiejszą noc, czy może kolejny miesiąc? Nie wiem. Mnie przeraża, że będę musiała być kimś w tym wszystkim. Będę złą córką, w którą wleje się poczucie winy, że ani razu go nie odwiedziłam, ale nikt nie pomyśli, że poszłabym tam i nie miała NIC do powiedzenia, a jeśli miałabym, to same przykre rzeczy. Co mogłabym powiedzieć obcej osobie? Obecnie nic, a tej, która miała być kimś ważnym, a nigdy nie była, pewnie za dużo. Mama powiedziała, że najbardziej mu szkoda, że nic nie zostawił swoim dzieciom. Ale tato, czy naprawdę myślisz, że potrzebowałabym od ciebie majątku, jeśli w rzeczywistości potrzebowałam czegoś innego? Nie mówię, że to kim jestem jest w dużej mierze twoją zasługą, ale nie oszukujmy się, byłabym kimś innym z twoją obecnością u boku. Czasem myślę o tej wersji siebie, którą byłabym, gdyby nigdy nie wydarzyło się nic złego. Kim byłabym teraz, mając “normalną” rodzinę? Teraz już za późno. Nigdy tego się nie dowiem, więc rozważania są próżne. Mam nadzieję, że twoje cierpienia nie będą trwać długo i że Bóg jest miłosierny, bo nie mojego przebaczenia potrzebujesz. Właściwie nie wiem, co miałabym ci wybaczać, skoro bezpośrednio mnie nie skrzywdziłeś, żadnym słowem, żadnym uczynkiem. Nawet nie wiesz, jak trochę ci zazdroszczę, że może niedługo będzie już po wszystkim i będzie mógł rozpłynąć się w “kranie wiecznego szczęścia.”  Tak, też chciałabym już zniknąć, ale jeszcze nie odpokutowała swoich złych wyborów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz