Czy ktoś pamięta czasy kiedy pisałam tu dużo i chętnie, kiedy potrafiłam zebrać myśli i wyrzucić z siebie to, co naprawdę zaprząta mi głowę? Od dawna nie opuszcza mnie wrażenie, że straciłam ten dziwny “popęd pisania”, który dawał mi ukojenie. Ostatnie zapiski tutaj to wyrzucanie z siebie fragmentów rzeczywistości, które nie są najbardziej znaczące. Dzisiaj skończyłam 30 lat. Nastał wiek, którego miałam nie dożyć nigdy. Wraz z upływającym czasem zrozumiałam, że wiek nie ma znaczenia, właściwie nigdy nie miał. Niezależnie od tego ile mam lat, nie opuszcza mnie wrażenie, że jestem zagubionym dzieckiem, niepotrafiącym odnaleźć się w rzeczywistości, która je otacza. Od zawsze uciekałam od siebie i innych, aby być jak najdalej od tego, co mnie przytłaczało. Mimo to wraz z wiekiem moje zagubienie jest inne. Manifestuje się mniej, nie chce być zauważone, to zagubienie pogodzone, po prostu jest jak jest, niewiele zmieniło się we mnie przez te trzydzieści lat. Poza tym, dzisiaj w dzień moich urodzin stało się coś ważnego. Od tej chwili nic nie będzie już takie samo. Teraz zrobię z tego historię po tytułem, pamiętam, to były moje trzydzieste urodziny, zalogowałam się na jednym z portali społecznościowych i tak oto dowiedziałam się, że nasze drogi się rozeszły na zawsze i może trochę pękło mi serce, ale tak naprawdę poczułam ulgę, bo to był jedyny sposób, aby uwolnić Ciebie z moich myśli. Tak mi okropnie głupio, i przepraszam, choć nie przeproszę Cię osobiście, bo nikt nie zrozumiałby, czemu właściwie odczuwam taką poterzbę. Kiedyś (parę lat temu) sumiennie modliłam się o tę sprawę, nawet ostatnio rozważałam, (może nawet i dzisiaj przeszło mi to przez myśl), czy takie prośby się spełniają, a dzisiaj… Dzisiaj były moje urodziny i nie wydarzyło się nic, a potem poczułam ulgę, bo jestem wolna od przeszłości. Uśmiecham się. Pustka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz