18.06.2020

1092.

Znowu tu piszę, zadziwiająco szybko, ale nie mogę wyjść z podziwu jak nagle mi przeszło. Jedna chwila sprawiła, że wszystko zniknęło jak ręką odjął. Uśmiecham się od niedzieli z niedowierzaniem, ale też ekscytacją, bo czy to nie było Twoim marzeniem? Czy znowu nie jesteś na dobrej drodze, Ty, kimkolwiek teraz jesteś. Patrzę na minione miesiące, na to jak było mi ciężko, bo nie rozumiałam, a teraz otwieram oczy ze zdziwienia, bo wszystko ułożyło się w wyczekiwaną odpowiedź. Pamiętam jak przed snem zrezygnowana mówiłam  “bądź wola Twoja”, a potem prosiłam mojego Anioła Stróża, w którego istnienie ciągle wątpię, aby skrzyżował nasze drogi. Teraz rozumiem czemu nic takiego nie miało miejsca. Mam wrażenie, że znałam Cię w innym życiu. Mój umysł w jednej chwili wyparł wszystko. Pustka. Bo przecież jestem z rozbitej rodziny, więc nie potrafiłabym rozbić życia innych. 

Szkoda, że nadal nie rozumiem, czemu moja twarz wygląda jak wygląda. Miałam przez tydzień piękną cerę, jak na moje standardy wystarczająco piękną, aby przestać myśleć o tym, że mam twarz. Od przedwczoraj znowu szybka droga w dół. Może to przez maseczkę, którą musiałam nałożyć. Może przez ten upał i jazdę rowerem do i z pracy. Może to przez hormony, które mówią mi, że pora puchnąć i ropieć. Rano nie mam nic, wieczorem widzę dziesięć - tak, dziesięć, nie przesadzam - podskórnych wyprysków, jakbym ktoś umieścił tam kulki z wodą. Bycie kobietą to jedno wielkie przekleństwo. Myślę sobie, ile jeszcze? dziesięć lat? dwadzieścia? aż moje hormony w końcu się zamknął i uschnę. Moje ciało funkcjonuje dobrze, mój umysł już nie ma siły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz