9.08.2020

1097.

 


Czekałam na ten weekend. Moja twarz miała wyglądać lepiej, mówiłam sobie, minie siedem dni, będę już w innym miejscu i jestem, w piekle.  Miałam spędzić ten weekend na małej wycieczce, a tymczasem zapłakana i zestresowana przesiałam w domu myśląc o tym jak umrzeć jednocześnie nie ponosząc za to kary. Mój najgorszy koszmar wypisał się na mojej twarzy. Nie mam kontroli nad moim organizmem. Milion czynników nakłada się na siebie, a potem pozostaje mi obraz nędzy i rozpaczy i myśl, że jedyne lekarstwo jakie znam to nie wychodzenie z domu. Myślę sobie, dobrze, przeboleję, może za te siedem dni będzie lepiej, ale boję się, że odwołam spotkanie z M. tak jak odwołałam to w sobotę, że obrażę się na świat i życie i dopóki moja twarz nie będzie wyglądać jak półtora roku temu, to nie chcę nikogo oglądać. Oczywiście doskonale rozumiem, że innym pewnie bez różnicy, czy mam te wypryski rany i strupy czy nie, ale mi samej ciężko jest znieść myśl, że muszę z taką twarzą istnieć. Najprawdopodobniej do momentu, w którym nie odbędę pielgrzymi po wszystkich lekarzach, co jest utrudnione w czasach zarazy. Nie wiem, czy chcę wydać prywatnie swoje oszczędności i na końcu zostać z niczym, nawet bez gwarancji, że realnie za te kilka miesięcy będę zdrowa i moja twarz również Tymczasem mój weekend okazał się męczarnią. Nie odpoczęłam, nie odespałam. Napięcie w mojej rodzinie rośnie. Wszystko wali się na głowę. A jutro czeka mnie w pracy burdel po tej ulewie, która zalała miasto i z pewnością nie oszczędziła naszego sklepu w piwnicy. “Boże Wszechmogący, ześlij deszcz, potężny deszcz, taki który jeszcze nigdy nie padał, deszcz jak bombardowanie, deszcz jak nalot, ześlij deszcz i zatop to miasto, zrób to szybko zanim włączą się alarmy, niech wszystko zaleje woda [...] niech zatopi nas i wszystkich których znamy, bo inaczej będę jeszcze chodził po nim przez miliony lat, zatop nas Boże bo nie zasługujemy na nic innego, bo nie potrafimy ani myśleć, ani kochać, bo tego nie chcemy, bo idziemy przez las, pijani od słów, głuchnąc od hałasu, ślepnąc od świateł. Boże Przenajświętszy wysłuchaj mnie, choć nie mam nic, co mógłbym zaoferować Ci w zamian.” Ten fragment serialu utkwił mi w głowie od kiedy tylko go usłyszałam. Wraca do mnie od czasu do czasu. Niestety, dzisiaj ulewa spadała na to miasto co trzeba. Ciągle tu jestem i nie wiem, co mam zrobić z tym wszystkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz