Życie w pracy jest lepsze, od kiedy D. przebywa na urlopie. Połowa stresu i głupich obawach napędzanych jego obecnością zniknęła. Niestety, z tych wakacji musi kiedyś wrócić, co gorsza zrobi to w poniedziałek i znowu będzie latał jak głupi po całym sklepie robiąc tysiąc rzeczy na raz, a mi włączą się wszystkie nerwice natręctw. Poza tym życie płynie mi bezmyślnie. Moja cera od ostatniego załamania nerwowego znacznie się polepszyła, a może odechciało mi się już szarpać i godzę się z tym jak wyglądam (haha, kogo ja oszukuję), co nie przeszkadza mi w wydawaniu pieniędzy na kosmetyki ratujące. Jestem zmęczona, ale to zbliżający się okres wysysa ze mnie energię i myśli. Jeżdżę do pracy codziennie rowerem, żeby zaoszczędzić trochę na dojazdach i żeby dodatkowo się zmęczyć, A może boję się przytyć.Sama nie wiem, ale czasem mi się nie chce jechać rowerem, to nudne, ta sama trasa i widoki, ale to daje mi niezależność i nie muszę nakładać maseczki. Nie wiem, co zrobię jak sezon rowerowy się skończy. Po powrocie z pracy będę zawzięcie ćwiczyć i mój czas skurczy się całkowicie. Za to dzisiaj planuję się wyspać, więc mówię dobranoc o 22, jak na starych, zmęczonych życiem ludzi przystało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz