29.08.2020

1100

Dzisiaj miało mnie nie być w domu, ale zaczął padać, a nawet lać deszcz, choć każda prognoza pogody obiecywała 27 stopni i słońce. Jest jeszcze przed południem, więc może coś uratuje mój dzień, zanim skończy się jak zwykle, czyli rozdrapywaniem twarzy z dziwnego napięcia i myśli o tym, że weekend to krótka przerwa, podczas której mój umysł nie potrafi już wypocząć, chyba, że skupię się na twarzy, i wszystko dookoła przyjemnie znika. Wczoraj rano zmarł mój ojciec. Ciocia pojechała go nakarmić; przyjmował jedzenie do jelitowo, a sam nie był w stanie tego zrobić. Nie wiem, czy zdążyła podać mu “posiłek”, czy zmarł chwilę przed. Myślicie, że wiedział, że umiera, ale skoro nie mógł już mówić, przyszło to mimo wszystko niespodziewanie dla wszystkich, choć każdy wiedział, że dni są policzone. Przeraża mnie myślenie o momencie śmierci. Chciałam umrzeć milion razy, ale teraz dostałabym ataku paniki, gdyby przyszło mi umrzeć ze świadomością mojego ostatniego oddechu. Mimo, że słyszy się wiele wersji tego, co czeka nas po śmierci, nie można przygotować się na taką niewiadomą, bo ostatecznie wszystko w co wierzyliśmy może okazać się kłamstwem. Słyszałam, że ludziom kochanym łatwiej umierać. Słyszałam taką metaforę, że po śmierci Bóg pokazuje nam wszystkiego momenty, w których wybraliśmy zło zamiast dobra i jaki to miało wpływ na nas i innych. Jeśli pomyślę o życiu mojego ojca, o tym wycinku z którego go znam, czyli od pierwszego wspomnienia związanego z nim, to myślę o nieszczęśliwym życiu, choć nigdy nie widziałam, gdzie było jego źródło. A potem pomyślę o równie nieszczęśliwym życiu mojej matki i może w końcu rozumiem skąd we mnie tyle nieszczęśliwego życia. Myślę, że dopiero wraz z dniem pogrzebu dotrze do wszystkich, że oto pewien etap dobiegł końca i można odetchnąć z ulgą. Ojca straciłam już dawno temu, ale przecież ósemka rodzeństwa straciła brata, babcia straciła syna, dziadek nie stracił syna, bo syn stracił ojca (mojego dziadka). Przestało padać, słońce nieśmiało przebija się zza chmur, powietrze nabiera ciepła; może uda mi się wyjść z domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz