4.06.2025

1790.

Dzisiaj mam dzień pod tytułem “Boże, spraw bym była kimś innym, bo dłużej tego nie zniosę”. Myślę sobie, pięć lat, niepotrzebnych i żałosnych, prowadzących donikąd. Myślę sobie, to całe życie po nic. Czekam na oświecenie. Czekam bezustannie i bezsensownie. Czasem chciałabym zrobić COŚ, ale te KONSEKWENCJE. Nie robię nic, na pewno nie to na co mam jeszcze ochotę. Trzymam się na dystans. Sto razy rozważam podjęcie decyzji, aby na końcu się wycofać dla dobra wszystkich. Patrzę na świat i mnie w nim nie ma. Ponoszenie konsekwencji byłoby boleśniejsze niż ta bierność i pustka. Chciałam coś zrobić, ale chyba mi się odechciało. Jak miałabym zrobić coś w kategorii niespodzianki jednocześnie nie wprowadzając zamieszania i nie robić nic wbrew innym, wiedząc, że sama zabiłabym kogoś, gdyby postąpił względem mnie podobnie. Wiadomo, mogę o wszystkim poinformować i zapytać o zgodę, albo nie zgodę, ale po prostu zapytać. Ale nie zapytam, bo czuję się niechciana. Byłam ważna przez chwilę, a potem znowu stałam się nikim. Pogodziłam się z tyloma rzeczami w tym życiu, pogodzę się i z tym. Moim sprzymierzeńcem na końcu okazały się dzielące nas odległości. Nigdy nie mogłam mieć czyjejś realnej obecności, więc z czasem wszyscy rozpłynęli się w mej pamięci. Stali się wspomnieniem, zniknęli pochłonięci własnymi sprawami. Przestali pisać, a ja zapomniałam kim byli i czym była nasza relacja. Ostatnio będąc na niedzielnym spacerze wydawało mi się, że widzę kogoś znajomego. Tego jednego znajomego, którego nie chciałabym spotkać dla dobra wszystkich. Serce zaczęło bić mi mocno ze stresu. Chciałam zniknąć, ale nie mogłam, więc szłam przed siebie nie patrząc w tamtą stronę. Wiem, że to nie mogła być tamta osoba, tak na logikę nie mogła być tutaj sama. Chciałabym, żeby ludzie przestali mówić mi, że są wdzięczni za moje słowa, długie wiadomości, moje wsparcie, jeśli po czasie nie potrafię być już w mojej rzeczywistości. Mam tyle pytań, których nigdy nie zadam. Nie wiem, czy to brak odwagi, czy rozsądek, aby pewne rzeczy lepiej przemilczeć. Nie zrobię nic, tak jak nigdy nie robię nic, bo już pisałam, tak, te cholerne konsekwencje, które trzeba ponosić. Chciałam tu o czymś napisać, ale brakuje mi słów, gdy zasiadam do tej białej pustej wirtualnej kartki. Chciałabym uratować nasz wszystkich i wszystkich nas uszczęśliwić, ale chciałabym zrozumieć, czemu wydarzyło się to wszystko. Jestem zła na to wszystko, co sprawiło, że jesteś jaki jesteś. Nie jestem zła na moje życie, bo trochę to rozumiem, znam ten ciąg przyczynowo skutkowy i potrafię usiąść z kubkiem ciepłej herbaty i pomyśleć sobie “zdarza się”, niedługo będzie koniec, bardziej męczy mnie życie innych, które nie należy do mnie i do mnie nie będzie należeć. Boże, gdybyś wytłumaczył mi chociaż jedną rzecz, jedyną, żebym zrozumiała, czemu nie dorosłam do rzeczy dorosłych. Czy to rozsądek, że nigdy nie powiedziałam żadnemu mężczyźnie “tak”, czy to choroba, że nawet nie mam we mnie takiej potrzeby? Jak to się stało, że minęło tyle lat i nikt nawet nie dotknął mojej ręki? I jeśli będzie chciał dotknąć to czemu zawsze tę rękę odtrącę? Piszę, bo to wszystko nie ma sensu. Brzmię jak zepsuta płyta. Piszę w kółko o tym samym, bo to samo do mnie wraca i męczy. Potrzebuję dużo pieniędzy. Potrzebuję wybawienia. Potrzebuję kolejnego wydarzenia, które wywróci moje życie do góry nogami, ale tym razem na lepsze. Jestem senna, więc może innym razem napiszę o tym, o czym naprawdę chciałam. Dodam ten wpis, a jutro nie będę nawet pamiętać, co wystukały moje obolałe palce. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz