30.06.2025

1795.

Lato. Jechałam rowerem, bo czym innym mogłabym jechać (czasem szynobusem, ale rzadko, jeszcze rzadziej busem) i tak bardzo nie chciało mi się zatrzymywać i grzebać w poukładanych rzeczach, aby nasmarować ręce kremem z filtrem, że teraz siedzę i żałuję swojej decyzji, bo słońce tradycyjnie musnęło mnie na czerwono. Dzisiaj nie było gorąco, ale wiatr zrobił swoje. Boli mnie trochę. Chciałabym, aby to był mój jedyny problem w życiu - jak złagodzić ból gwałtownej opalenizny. Płakałam z bólu, jak co miesiąc, ze strachu, że tak już będą wyglądać moje miesiączki. Jestem uziemiona na niemal cały okresu i nikt nigdy nie przyjmie mnie do pracy gdy będę musiała brać pod rząd trzy dni wolnego co miesiąc. Nikt nigdy nie przyjmie mnie do pracy, gdy będę umierać z powodu różnego bólu, nieprzewidywalnego, nie dającego się okiełznać. Chciałabym móc iść do lekarza, specjalisty, do poradni leczenia bólu, chciałabym, aby było mnie stać na pomoc, której nigdy nie otrzymam. Słucham historii ludzi, których uzdrowił Bóg i myślę sobie “czemu nie ja, Boże, czemu nie możesz zabrać tego wszystkiego, a najlepiej zabrać mnie stąd w lepsze miejsce”. Bolało mnie bardzo, a byłam sama w domu i przez chwilę zastanawiałam się, czy gdybym zadzwoniła po karetkę, ktoś by mi uwierzył w to, że już nie mogę dłużej tak żyć. Leżałam, zawsze przesypiam te dni, aż jestem zmęczona od snu, bolą mnie wszystkie kości od leżenia i braku ruchu. Myślę wtedy o tym, jak bardzo to wszystko nie miało nigdy sensu i jak bardzo chciałabym zrobić coś dla zabawy, wiecie, just for fun, zrobić coś na co mam przez chwilę ochotę, choć wiem, że potem już tej ochoty mieć nie będę. Potrzebuję pieniędzy, dużo, piszę o tym cały czas, tak jak potrzebuje tego samego ciotka G., a za nią ciotka M. i jak co miesiąc dzwonią telefony z prośbami, jakbyśmy byli Narodowym Bankiem Polskim. Wiadomo, w pierwszej kolejności pomaga się matkom z dziećmi. W tej ziemskiej hierarchii jestem gdzieś na szarym końcu. Nie, nie oczekuję pomocy. Oczekuję, że wpadnę na jakieś rozwiązanie, które sprawi, że znowu uratuje się sama. Tylko motywacji brak. Potrzebuję tak dużo. Potrzebuję, aby zniknęli stąd upierdliwi sąsiedzi, albo abym zniknęła stąd ja. Potrzebuję pieniędzy, bo potrzebuję zdrowia. Potrzebuję zdrowia, bo potrzebuję pracy, aby zarobić pieniądze. Potrzebuję świętego spokoju, ale tu wszyscy są niespokojni. Stał przy mnie starszy mężczyzna, specjalnie wsadziłam nos w telefon, a i tak po nieudanej próbie zagadania do dziewczyny obok, zwrócił się do mnie. Myślał, że ludzie czekający na otwarcie sklepu mają pieniądze, aby poratować go w potrzebie i dać na alkohol, bo niby na co innego. Zaśmiałam się w duchu. Gdybyśmy mieli pieniądze, wcale by tu nas nie było, pod tymi drzwiami, czekających na otwarcie jak konie na start biegu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz