8.06.2025

1791.

Niedziela. Ta ostatnia niedziela. Myślę o tym, co zawsze, co by było, gdybym była normalna. W moim świecie, stworzonym w wyobraźni, na potrzeby eksperymentu jestem. Jestem ja i ty i wszystko toczy się utartym torem, tym, którym podąża setki par. Stwarzam nam okazję do wspólnych spotkań. Zastanawiam się od kilku dni jaki upiec tort. Myślę sobie, nie zrobię ci tego, nie przekroczę twoich granic, ale w mojej wyobraźni jadę do ciebie z tortem, bo mamy urodziny prawie dzień po dniu. Siedzimy na ławce przed blokiem, o ile jest, albo jakiejkolwiek innej w pobliżu i jemy ten tort. Nie wiem, czy ci smakuje, chciałabym, aby tak było, ale nie wierzę w swoje zdolności kulinarne, bo całe życie jedzenie jest dla mnie problem. Wiesz o tym, coś wiesz, ale nie wiesz, że dla mnie to ciężkie, jeść w obecności innych. Mimo to jemy ten tort, jest ciepło, słonecznie i beztrosko. Tak powinno wyglądać życie. Ma się kogoś z kimś można podzielić się tortem w swoje urodziny. Potem jestem przerażona, bo znowu to robię, piszę scenariusze, które nigdy się nie wydarzą i będę latami wzdychać do czegoś, co nie wydarzy się nigdy, bo nie mam odwagi, bo mam dużo problemów tak wielkich, że zabraknie życia, aby je naprawić, chyba, że zrobi to Bóg w jednej sekundzie i zmieni mnie i moje serce. Myślę o tobie, gdy kładę się spać, gdy wstaję, gdy mi się przypomni w ciągu dnia. Myślę o tobie, bo cierpisz, choć w innym sposób niż ja czy moi znajomi. Cierpimy wszyscy. Nie wiem, czy pamiętasz, zapytałeś mnie kiedyś, dawno temu, gdy znaliśmy się w innym życiu, czy jestem typem pomagacza. Byłam i kosztowało mnie strasznie dużo, kosztowało mnie to za wiele, zarówno fizycznie i psychicznie, bo nikt mi nie powiedział, że najpierw muszę uratować siebie, aby pomóc komukolwiek. Zresztą, od kiedy trzynastoletnie dziecko ma ratować kogokolwiek. Nie ratuję już nikogo od wielu lat. Ciebie też nie będę. Nie potrafię jeszcze uratować siebie. Niedziela. Chciałam przyjaźnić się z wieloma osobami, ale okazało się, że nikt nie chce mojej przyjaźni. Wiele osób mnie skreśliło, więc i ja skreśliłam kilka, bo nie miałam siły. Czasem żałuję, że nie robiłam tego wszystkiego, co robiły nastolatki, może byłabym normalniejsza. Czasem myślę o tym, jak nikt nie widział mnie nagiej, nawet nie wiem, czy kiedyś miałam ładne ciało. Teraz mam brzydkie, stare i niechciane, ale mogłabym jeszcze je zmienić, prawda? A gdybym miała to czego najbardziej nie mam w życiu, czyli pieniądze, mogłabym zmienić je w piękne i powabne i mogłabym kogoś skusić, a ten upadek napełniłby mnie jeszcze większym obrzydzeniem do wszystkiego co cielesne. Tegoroczne lato zapowiada się chłodno i smutno. Chciałabym już skończyć leczenie ortodontyczne. Chciałabym znaleźć się w innej sytuacji. Chciałabym mieć pracę i wstawać codziennie rano z nową rolą, którą muszę odegrać, aby nikt nie zorientował się, że nie pasuję do tego świata. Mój najmłodszy brat wyjechał na kilkudniowy urlop. Ma dwa samochody, ma pracę, zaraz będzie miał wyższe wykształcenie, ma oszczędności, ma wakacje, ma dziewczynę, wkrótce narzeczoną, a za dwa lata, jeśli dożyjemy i przetrwamy, będzie ślub. Wybrali salę, w której już kiedyś byłam na weselu i już wiem, że będę musiała przesiedzieć to wesele na dworze, bo sala do tańca jest połączona z salą jadalną, a dla moich popsutych, nadwrażliwych uszu to ból. (Swoją drogą, zgubiłam profesjonalne zatyczki do uszu, po tamtym wyjściu do kina, gdzie nawet ich nie użyłam, więc czemu rozpłynęły się w powietrzu?) Tamto wesele było najkrótsze na jakim miałam okazję się znaleźć, bo zrobili wszystko, o co nie prosiłam i musiałam uciekać jak Kopciuszek jeszcze przed północą. Muszę kupić tabletki za prawie 200zł, ale doprawdy nie wiem, skąd mam brać pieniądze. Już to mówiłam, chcę wrócić do pracy, chcę byś najzwyklejszą szarą Grażyną, która narzeka na swoją pracę, a w weekendy wydaje wypłatę na internetowe zakupy. Wdech, wydech. Śnisz mi się za wiele razy i wiem, że to znak, że dręczy mnie poczucie winy i strata. Brakuje mi majowych dni, a przecież dopiero co przeminęły. Brakuje mi codziennych modlitw w skupieniu w kościele, bo to jedyne miejsce, chłodne i ciche, odcięte od ziemskiego życia, a jednak najbardziej tętniące życiem, tu jestem sobą, nikogo nie udaję. Klęczę i myślę, że chciałabym już stąd zniknąć i poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania, które dręczą mnie od lat. Chyba mi niedobrze. Pora spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz