Będzie bolało. Zwolnili moją mamę z pracy. Wprawdzie za trzy miesiące odejdzie oficjalnie, ale to już postanowione. Dyrektor z bólem serca wręczył jej papier do podpisania, ale szkołą zarządza burmistrz, więc pierwsza w kolejce do odstrzału była moja mama, która po prostu przejdzie już na ubogą emeryturę. Jak ona teraz będzie ratować te nieszczęśliwe rodziny, a właściwie na razie tę jedną, bo oto znowu nad ciotką wisi widmo więzienia. Na szczęście sprawy w polskich sądach ciągną się latami, więc może to jeszcze nie tego lata ją zamkną. Jeśli stałoby się to teraz, mama chce “adoptować” najmłodszego potomka tej rodziny, tego, którego ojciec się wyrzekł, a były mąż ciotki nie przyjmie, bo przecież to nie jego. Uwielbiam jak moja matka ratuje wszystkich, tylko nigdy nie potrafiła uratować własnej rodziny, ale nie ma co się dziwić, w końcu rodzinę tworzy mężczyzna i kobieta, więc dźwigając samej ten ciężar ratowała się jak umiała na tamten czas. Boli mnie, wszystko. Jeszcze trzy miesiące, a może trzy lata. Mam wrażenie, że to nie skończy się nigdy, ten ból i to nieudolne leczenie. Bez pieniędzy nie mam gdzie szukać pomocy. Pieniądze dają możliwości, ich brak spycha na margines. Chciałabym, żeby to wszystko wyglądało inaczej. Zbiera mi się na płacz w przypadkowych momentach dnia. Robię coś, aby odciągnąć uwagę od bólu, ale czuję ten ból i zaczynam płakać z obawy, że to nigdy się nie skończy. Jestem tak potwornie zmęczona, jestem cała zmęczeniem, już nawet nie jestem człowiekiem. Przeraża mnie to. Wyrosłam z płakania dawno, ale jeśli płaczę, to znaczy, że coś się we mnie rozpada i nie złoży się w całość już nigdy. Napiszę to co zawsze, moje małe pocieszenie, to wszystko kiedyś się kończy, jak dobrze, że to jedna prawda dla wszystkich. Może ktoś kiedyś weźmie mnie jeszcze za rękę i pociągnie gdzieś, tylko nie w ciemną ulicę, najlepiej w stronę światła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz